poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 29




Włącz



Zdawało się,że tego dnia nawet niebo było smutne i płakało.Krople deszczu uderzały w szyby samochodu jako jedyne przerywając okropną ciszę.Shane spojrzał kontem oka na brunetkę.
-Dobrze się czujesz?-spytał,a ona tylko kiwnęła przecząco głową.
-Co ja im mam powiedzieć?-szepnęła,wzrok miała tępo utkwiony na drodze.-On nie żyje.Niall Horan nie żyje i to wszystko moja wina.


-Spokojnie Lou,jutro z samego rana znowu do nich pojedziemy-powiedział kolejny już raz Payne,wiercąc się na fotelu.
-A jeśli w nocy ich stan się pogorszy?Powinniśmy zostać w szpitalu-brunet upierał się przy swoim.
-Czy ktoś wie w ogóle gdzie jest Niall?-wtrącił się Zayn,biorąc kolejny łyk wody.
Alli tylko wzruszyła ramionami i dokładniej opatuliła się kocem.
-Louis do kurwy przestań chodzić w kółko,już mi się w głowie kręci!-krzyknął w końcu Liam,ale zanim Tomlinson zdążył cokolwiek odpowiedzieć po domu rozległo się pukanie do drzwi.
-Jeśli to Horan obiecuję,że go zabiję.Kto to widział zniknąć i przez tyle czasu nawet nie zadzwonić?-spytał Zayn,podchodząc do drzwi.-Shane?
Gdy rozmowa na korytarzu zaczynała się dłużyć,Alli postanowiła sprawdzić o co chodzi.Poczuła jak ogromny kamień spada jej z serca,widząc swoją siostrę.Uśmiechnięta szeroko,podbiegła do niej i mocno przytuliła.
-Boże Clary,żyjesz!Tak bardzo się martwiłam!-mówiła,nie powstrzymując łez,które pierwszy raz od tak dawna były spowodowane radością.Siostra odwzajemniła mocy uścisk i sama zaczęła cicho łkać.
-Ze mną wszystko w porządku -wydusiła w końcu,odgarniając splątane włosy z twarzy.
-Co on ci zrobił?Gdzie cie trzymał?Albo co ważniejsze jak mu uciekłaś?-Alli zaczęła zasypywać siostrę pytaniami,a ta tylko rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Jest coś o czym musicie wiedzieć-zaczął w końcu Shane,widząc w jakim stanie jest Clary.
-Co się znowu stało?-spytała Allison,czując coraz silniejszy skurcz w żołądku.
-Chyba lepiej będzie jeśli usiądziecie.Wszyscy-po tych słowach Alli zaczynała spodziewać się już najgorszego.


Rebekah wierciła się z boku na bok.Była zmęczona sama nie wiedziała czym.Czuła jakby miała gorączkę,raz było jej ciepło,raz zimno.Spojrzała ponownie na ścianę,ale napis dalej tam był.Gdzieś głęboko miała nadzieję,że tylko jej się wydaje,że przez tak dużą ilość tabletek zaczyna już wariować,że widzi coś czego wcale nie ma.Ale to tam było.Duży,wyraźny napis.I ten mężczyzna,którego widziała kilka godzin temu również nie był tylko wytworem jej wyobraźni.Był prawdziwy.Westchnęła.Nie mogła zasnąć.Po omacku znalazła komórkę i wybrała odpowiedni numer.
-Harry musisz tutaj na chwilę przyjść.


W pokoju zapanowała cisza,którą przerywał tylko coraz bardziej zrozpaczony płacz Clary. Wszyscy siedzieli na kanapie i z niedowierzaniem patrzeli na Shane'a.Nikt nie odważył się odezwać nawet jednym,krótkim słowem,czekając aż policjant się zaśmieje i powie,że to tylko głupi żart.Nic takiego się nie zdarzyło.Niezręczną ciszę w końcu przerwał gorzki śmiech Zayn'a.
-To nie było zabawne,ale gratuluję prawie udało ci się nas nabrać.Niall możesz wejść do domu,wiemy w co grasz!-krzyknął,ale drzwi się nie otworzyły.Poczekali chwilę,ale w dalszym ciągu nic.
-To nie jest kurwa zabawne-warknął w końcu Louis.
-To niemożliwe-zaczął Liam,wzrok miał utkwiony na ścianie-to znaczy...przecież to Niall.Nasz Niall.Jeszcze dzisiaj normalnie z nim rozmawiałem.
-Przykro mi-wtrącił niepewnie Shane.
-Tobie?Nie znałeś go,nic  o nim kurwa nie wiesz.
-Louis-szepnęła Alli,chwytając zdenerwowanego chłopaka za rękę.
-To nasz przyjaciel.Więcej to nasz brat!-Zayn wstał i zaczął chodzić po pokoju.
Po paru sekundach Mulat zatrzymał się i zaczął uderzać z całej siły pięściami w ścianę.Popadł w furię,zaczął zrzucać wszystko z półek i komód.Wazony,ramki ze zdjęciami i inne szklane ozdoby,spadały na ziemię,tłukąc się jedna za drugą.Liam wziął głęboki wdech i zamknął oczy,próbując się uspokoić.Zayn opadł bezsilnie na kolana i zaczął płakać.Głośniej i bardziej rozpaczliwie niż Clary.Allison siedziała nie ruszając się.Sama nie wiedziała kiedy wstrzymała oddech.Czuła się jakby była pod wodą.Widziała wszystko i słyszała,ale jakby to do niej nie dochodziło.Jakby oglądała film bez głosu.Liam też już płakał,kiedy w końcu Louis wstał i szybko poszedł do kuchni.Oglądała w ciszy jak wrócił z nożem,krzycząc że zabije tego kto to zrobił,a później jak Shane i Liam uspokajali go,aż w końcu uderzyła w nią rzeczywistość.Szybko i
boleśnie,dosłownie mogła poczuć jak coś w niej pęka.
-O mój Boże-wyszeptała,wzrok miała nieobecny-o mój Boże!-powtórzyła głośniej,chwytając się za głowę.Wszyscy skupili uwagę na niej.Wstała,szarpiąc się za włosy i nieświadomie cały czas powtarzając "o mój Boże,to nieprawda".Mówiła coraz szybciej i coraz głośniej,z każdym kolejnym zdaniem załamując się w środku coraz bardziej.Shane podszedł do niej i złapał za ramiona,próbując jakoś uspokoić.
-Spójrz na mnie Alli,proszę spójrz na mnie-mówił,potrząsając nią lekko.-Musisz się uspokoić,oddychaj głęboko,błagam cie.
Spróbowała wziąć głęboki wdech,ale zachłysnęła się powietrzem.
-Musze wyjść,muszę wyjść na zewnątrz,muszę wyjść na świeże powietrze,muszę wyjść,muszę stąd wyjść.
-Alli!-krzyknął brązowooki ,tym samym sprawiając,że na chwilę zamilkła.Cała się trzęsła ,ale jakimś cudem dała radę opanować głos.
-Słabo mi.Źle się czuję.Zaraz zwymiotuję.
Rzeczywiście zbladła.Minęła Shane'a i pozostałych,i pobiegła do toalety.Wróciła do salonu po paru minutach.Usiadła na kanapie.Kątem oka zauważyła Zayn'a siedzącego pod ścianą,z głową ukrytą między kolanami,oraz Louis'a palącego fajkę przed oknem.
-Musimy jechać do Rebeki i Harr'ego.Musimy im powiedzieć.


-Co masz na myśli mówiąc,że ktoś tutaj był?-spytał Harry,przetwarzając powoli słowa blondynki.Rebekah przewróciła oczami.
-Mniej więcej to,że ktoś tutaj wszedł Harry,tymi oto drzwiami-powiedziała wskazując na masywne,ciemnobrązowe drzwi.-Tak jak ty jakieś dwie minuty temu.
-Racje-zgodził się Loczek.-Widziałaś go?-spytał po chwili.
-Nie-odpowiedziała niemal od razu.-Tak-dodała po namyśle.-Nie wiem-westchnęła.
-Okay,spokojnie.Opowiedz jeszcze raz dokładnie-poprosił,uśmiechając się lekko.
-Spałam,otworzyłam na moment oczy.Ktoś stał przede mną.Zamknęłam,a gdy znów otworzyłam nikogo już nie było.Myślałam,że może mi się przyśniło,ale ten napis na ścianie doskonale temu przeczy.
Harry odwrócił się i powoli podszedł do białej ściany,na której krwistoczerwony kolor doskonale się odznaczał.Przeczytał kilka razy.
-Kurwa-szepnął.-Ale nikt nie widział jak ktoś ubrany na czarno,ktoś zupełnie obcy i wyglądający podejrzanie,wchodził tutaj?!Niemożliwe!
-Chyba,że to nie był ktoś obcy-szepnęła Rebekah,ale usłyszał ją.
-Co masz na myśli?-spytał.Przygryzła nerwowo wargę.


Starsza kobieta w recepcji słabo uśmiechnęła się na ponowny widok tych samych twarzy.Godzina była późna i było dawno po czasie odwiedzin,jednak wpuściła ich bez problemu.W końcu byli tacy mili i troskliwi.I należeli do tego sławnego boyband'u.Louis zatrzymał się w progu.
-Myślałem,że macie oddzielne pokoje-rzucił na przywitanie.
-Nie pierdol tylko podejdź tutaj-powiedział od razu Styles i wskazał na ścianę.
Alli uśmiechnęła się słabo do przyjaciółki i podeszła do owej ściany zaraz za chłopakiem.Czuła się z każdą sekundą coraz gorzej i nie miała pojęcia jak przekazać tą wiadomość Rebece i Harr'emu.
-Nie wiedziałam,że po nich zadzwoniłeś-uśmiechnęła się lekko blondynka do zielonookiego.
-Nie dzwoniłem.
-Po co przyjechaliście?-spytała Coffey tym samym odwracając uwagę pozostałych od wiadomości na ścianie.
-Kto to napisał?-odpowiedziała pytaniem na pytanie Alli.
-Zgadnij.Alli nie zmieniaj tematu,jest prawie trzecia w nocy co się stało?-spytała,siadając prosto.
Brunetka wzięła głęboki wdech i spojrzała błagalnie na Louis'a.Ten tylko lekko kiwnął głową.
-Czy ktoś nam powie ci się tutaj kurwa dzieje?-Harry w końcu przerwał dobijającą ciszę.Wtedy Clary znów zaniosła się cichym płaczem.Zdaje się,że dopiero wtedy Rebekah i Harry zauważyli jej obecność.Allison odgarnęła włosy z twarzy i niepewnie usiadła na skraju łóżka przyjaciółki.Chciała się uśmiechnąć,ale zamiast tego na jej twarzy powstał grymas.Chwyciła blondynkę za rękę.
-Stało się coś złego Rebekah,bardzo złego.Boję się,że jak ci powiem,zdenerwujesz się,a twój stan się pogorszy-zaczęła powoli i w miarę spokojnie,ale głos jej się trząsł.
-Powiedz mi,proszę.Będzie dobrze,nie zdenerwuję się,obiecuję-uśmiechnęła się lekko,tak jakby zachęcająco.
-Niall dowiedział się,gdzie trzymano Clary.Poszedł po nią-powiedziała bardzo cicho,ale wszyscy dokładnie ją słyszeli.Rebekah mocniej ścisnęła rękę brunetki.
-Boże coś mu się stało?Jest w szpitalu?Operują go?-zaczęła zadawać pytania,jedno za drugim,podczas gdy Alli pękła i nie potrafiła już dłużej powstrzymywać łez.Kiwnęła tylko przecząco głową.
-Och-westchnęła blondynka i uśmiechnęła się lekko-czyli wszystko w porządku,tak?Co za ulga,Alli idiotko nigdy mnie tak nie strasz-powiedziała,uspokajając się trochę.Zayn wyszedł z sali,trzaskając drzwiami.
-Nie jest w porządku Bekah-podjęła na nowo temat Bennet.Blondynka zmarszczyła czoło.
-Mów do cholery Alli,to Niall nasz przyjaciel,właściwie to mój mąż.Co mu się stało?Co ten psychopata mu zrobił?Jak on się teraz czuje?Przyjechał z wami czy...
-Rebekah!-brunetka przerwała monolog przyjaciółki,po czym dodała cicho:-On nigdy nie wrócił.
Harry spojrzał pytająco na przyjaciół.Usta miał rozchylone,a oczy zeszklone.Nie musiał zadawać pytania,o którym myślał.Louis tylko lekko kiwnął twierdząco głową.
Rebekah na początku w ogóle nie zrozumiała słów przyjaciółki.Mimo,że to właśnie ona była tą mądrą,to jedno krótkie zdanie w ogóle do nie nie dochodziło.Siedziała w ciszy,ale uśmiech z każdą sekundą znikał.Przez moment była skupiona,zastanawiała się nad czymś.Puściła drobną dłoń brunetki i spojrzała na nią,ale wzrok miała pusty.Dwie stróżki łez zaczęły spływać po jej rozgrzanych
policzkach,ale zdawała się tego nie zauważać.Zupełnie jakby odcięła się na moment od rzeczywistości,jakby duchem przebywała w jakimś odległym miejscu.Płakała w zupełnej ciszy.
-Rebekah?-spokojny głos Alli wyrwał ją z transu.Spojrzała na przyjaciółkę i wybuchnęła szyderczym śmiechem.
-Zabawne!-krzyknęła.-Jak cholera!No to się uśmialiśmy!
-Tak mi przykro Re-szepnął Liam,stał w kącie pokoju.
-Kłamiesz!-krzyknęła tak głośno,że pielęgniarka zajrzała do pokoju.-Kłamiecie!On żyje!Żyje!Niall żyje!
-Panienko Coffey,bardzo panią proszę,niech się pani uspokoi-zaczęła kojącym głosem pielęgniarka.
-Jeszcze dzisiaj go widziałam!-wrzeszczała dalej,ignorując prośby starszej kobiety.-Kilka godzin temu,był tutaj!On żyje!Chcę go zobaczyć!Teraz!Niall!
-Rebekah do cholery!
Blondynka dalej krzyczała,zanosząc się płaczem coraz bardziej.Trwało to kilka dłużących się w nieskończoność minut,aż w końcu lekarze dali jej zastrzyk z jakimś środkiem uspokajającym,najwyraźniej bardzo mocnym,gdyż niemal od razu zasnęła.



~Kilka dni później~


-Jak się czujesz?-spytał cicho Harry,gdy ludzie zaczęli się już rozchodzić.
-Jakby mnie coś przeżuło,zjadło i wyrzygało-jęknęła blondynka i wtuliła się w chłopaka.-Czyli tak samo jak każdego poprzedniego dnia.
-Teraz będzie już tylko lepiej.
-Nie mów,że wierzysz w te brednie-burknęła pod nosem.
-Może powinnaś zostać jeszcze kilka dni w szpitalu.
-Nie opuściłabym jego pogrzebu-ścisnęła mocniej dużą dłoń chłopaka.
Pogoda była taka sobie.Niby słońce świeciło,ale było duszno i zapowiadało się na deszcz. Rebekah zdecydowanie nie mogła pogodzić się z dwoma faktami.Po pierwsze dalej nie wierzyła ,że Niall odszedł i cały czas była pewna,że gdy wróci do domu,zastanie go na kanapie,jedzącego odgrzewaną pizzę i oglądającego mecz.Lub gdy zadzwoni do tego blond Irlandczyka,ten odbierze i przywita
ją swoim śmiechem.Drugim faktem,którego nie potrafiła znieść był widok załamanej Maury.Tak,zdecydowanie ten widok łamał jej serce na miliony kawałeczków.Ludzie powoli rozchodzili się i odjeżdżali swoimi samochodami,kiedy starsza blondynka podeszła do nich.
-Witaj Harry-powiedziała cicho.-Miło,że przyszliście.Byliście jego rodziną.
-Nie opuścilibyśmy tego dnia-Loczek wymusił uśmiech.-Gdzie pani mąż?-spytał po chwili,a mina Maury wyglądała na jeszcze smutniejszą.
-Rozwodzimy się-powiedziała,ocierając chusteczką rozmazany tusz.
-Co?Dlaczego?
-Wiesz Harry,że nie byliśmy jego biologicznymi rodzicami,ale kochałam go jak własnego syna.Mój syneczek,mój cudowny,kochany syneczek-wzięła głęboki wdech,starając się opanować,zanim kontynuowała.-Powiem ci,że nigdy nad tym nie myślałam,właściwie nie widziałam nic podejrzanego w tym,że mój mąż tak bardzo uparł się akurat na Niall'a. Uważałam,że po prostu no nie wiem,spodobało mu się to dziecko z blond czupryną i ogromnymi niebieskimi oczami.Był taki piękny.Dostałam niedawno sms'a,od zastrzeżonego numeru.Ten ktoś kazał mi się uważniej przyjrzeć tej sprawie.Nie mam pojęcia skąd znał prawdę,ale zgadnij co odkryłam.Mój mąż miał przez kilka lat romans,a ta jego głupia,młoda kochanka zaszła w ciążę.Była wystraszona i nie miała funduszy i możliwości aby wychowywać dziecko,więc oddała je do sierocińca.Dlatego właśnie mój mąż wybrał akurat ten dom dziecka i akurat tego bobasa.Bo był jego.
-Pani Horan tak mi przykro...
-Nic się nie stało Harry.Tyle lat żyłam w kłamstwie,cieszę się,że mogę odejść.A teraz wybaczcie,pójdę podziękować księdzu za tak cudowną przemowę-powiedziała,uśmiechając się bez cienia radości i minąwszy ich,poszła szukać proboszcza.
Rebekah usiadła na trawie.
-Co robisz?-spytał Loczek.
-Siadaj-poklepała miejsce obok siebie.Niepewnie zajął wskazane miejsce.-To takie dziwne,prawda?W jeden minucie ktoś jest,a w drugiej już go nie ma.Tak nagle,nieoczekiwanie znika na zawsze.
-Wiem,na tym chyba polega życie.Jest pełne niespodzianek,nie koniecznie tych miłych-szepnął Harry.
-Tak.Ale to Niall-zaśmiała się gorzko-nasz Niall.On był najmilszy z nas wszystkich,miał największe serce,zawsze chciał dobra dla każdego.Czemu akurat on?
-Bo wiedział za dużo-westchnął Liam,siadając obok nich.
Rebekah kiwnęła lekko twierdząco głową po czym oparła ją na ramieniu Harr'ego.Cała trójka nie odezwała się ani słowem,przyglądając się nowemu nagrobkowi.

"R.I.P. Niall Horan 
13.09.1993 r. - 25.08.2014 r. 
Only the good die young"





~Dwa tygodnie później~


Zayn skończył czwartego papierosa,aż w końcu odważył się zapukać do drzwi.Na twarzy Perrie jak zwykle gościł ten ciepły,szeroki uśmiech.
-Zayn!-pisnęła z radości na widok chłopaka.Brzuszek powoli zaczynał odstawać.
-Czemu mówiłaś,że jesteśmy razem?Chyba liczyłaś się z tym,że pamięć kiedyś wróci-zaczął na wstępie,a uśmiech dziewczyny jak szybko się pojawił tak szybko zniknął bez śladu.
Wpuściła chłopaka bez słowa.Usiedli w salonie.
-Kiedy sobie przypomniałeś?-spytała,obracając kubek z herbatą w dłoniach.
-Jakiś czas temu-przyznał-ale chyba nie byłem gotowy na tą rozmowę.
-Teraz jesteś?-spytała.
-Nie,ale trzeba coś z tym zrobić.To co kiedyś do ciebie czułem wygasło już dawno.Pora powiedzieć to na głos,patrząc ci prosto w oczy.Nie kocham cie i to już od dawna.Jesteś piękna,zabawna i mądra.Lubię cię,naprawdę lubię,ale nic poza tym.Zachowywałem się jak gówniarz,zupełnie jakbym był przestraszonym piętnastolatkiem.Nie wiedziałem co robić,wymigiwałem się od problemów,zamiast postarać się je rozwiązać.Raniłem wszystkich dookoła,wszystkich na których zależało mi najbardziej.I teraz siedzę tutaj,po tej rozmowie zostanę kompletnie sam.Alli jest z Louis'em,a ciebie nie chcę zwodzić,nie chcę związku opartego na kłamstwach.Chyba w końcu zmądrzałem i trochę dojrzałem.Myślę,że powinniśmy to zakończyć,bo oprócz tego dziecka nie łączy nas nic więcej.Tutaj definitywnie kończy się nasz związek Pezz.Przykro mi,naprawdę przepraszam za wszystko co przeszłaś przeze mnie.Jeśli chodzi o dziecko to dalej jestem jego ojcem i jestem z tego powodu kurewsko szczęśliwy.Będę ci pomagać,zrobię wszystko co w mojej mocy dla waszego dobra.Przysięgam,że was nie zostawię,a po narodzeniu możemy zajmować się nim na zmianę.Będzie mógł mnie odwiedzać w każde weekendy,będę was wspierał na wszystkie możliwe sposoby.Możemy wychowywać je razem,ale osobno jeśli wiesz o co mi chodzi.W zgodzie.
-Zayn...Musze ci coś powiedzieć....



Rebekah leżała na kanapie w salonie,wzrok miała skupiony na suficie.
-O czym myślisz?-spytał Harry.
-O wszystkim i o niczym.Trochę o Niall'u.Trochę o moim rosnącym guzie.
-Bekah...-zaczął,ale przerwał mu dzwonek do drzwi.Zmarszczył czoło.
-Otworzę-westchnęła blondynka i niechętnie podeszła do drzwi.
-Rebekah Coffey?-spytał jeden z mężczyzn.Cała trójka była z policji.
-Tak to ja.O co chodzi?-spytała.Harry stał już za nią.
-Możemy w czymś pomóc?-spytał oschle.
-Mamy nakaz aresztowania panny Coffey-powiedział obojętnie drugi z mężczyzn,pokazując Harr'emu jakiś wydruk.
-Aresztować?-spytała blondynka,ledwo ustając na nogach.
-Niby za co?!
-Za morderstwo Niall'a Horan'a.
-To przecież niedorzeczne!-krzyknął Harry,odsuwając blondynkę od drzwi.
-Proszę tego nie utrudniać-powiedział spokojnie pierwszy z mężczyzn-pani Coffey jest podejrzanym numer jeden o zabójstwo pana Horan'a.Jak wiadomo byli oni po ślubie,a pan Horan zarabiał bardzo dobrze.Teraz gdy nie żyje ,cały jego majątek prawnie przechodzi na panienkę.A teraz przepraszam pana,ale musimy ją zabrać.





___________________________________________________________________________________________________
Hej aniołki! ♥ Wiem,że znowu dłuugo mnie nie było,ale naprawdę przez tą szkołę nie mam czasu na nic.Rozdział taki troszkę smutny (przynajmniej według mnie,lol znów się popłakałam).To już prawie koniec,Boże jeszcze tylko jeden rozdział i epilog :o Kolejny powód mojego smutku-mimo tylu momentów,gdzie chciałam zakończyć bloga,trudno będzie mi się z nim pożegnać.Jeju nie wiem co napisać.Dziękuję za to,że jesteście,za to,że czytacie,że mnie wspieracie i wciąż czekacie na kolejne rozdziały.Postaram się dodać następny w miarę szybko,ale nic nie obiecuję,bo zazwyczaj nie wyrabiam się w terminach ._. Ale w końcu dowiecie się kim jest X,jeju ale się jaram hahha chyba bardziej niż wy,jestem tak strasznie ciekawa waszych reakcji ! :D No i na dzisiaj to chyba tyle,pod epilogiem tak się rozpiszę,że odechce wam się czytać xd A na razie powiem tylko : dziękuję aniołki i do następnego! :* 



drugi blog: