piątek, 28 lutego 2014

Wyniki konkursu


Hej kochane!A więc jak tytuł mówi dziś podam wyniki konkursu :) Dostałam tylko dwie prace ale właściwie tylu się spodziewałam (były 3 głosy w ankiecie kiedy pytałam czy w ogóle ktoś chce ten konkurs więc jest dobrze ).Baaardzo się cieszę,że dwie dziewczyny napisały swoje prace! :D Obie były dłuugie i bardzo mi się podobały! :D Fajnie też,że obie były całkiem inne (inna akcja,inne zakończenie).Ostatnio jakiś Anonimek napisał,że też napisze swoją pracę ale nie dostałam jej wiec chyba się rozmyślił....Ok,nie przedłużajmy :)Dostałam cudowne prace od Asi i Izabelli i na prawdę baardzo wam za nie dziękuję ;* No więc tak...wybór był baaardzo trudny i nie wiedziałam,której dać pierwsze miejsce.Może jakby była trzecia praca byłoby mi łatwiej?Tak czy siak już postanowiłam i nie wiem czy spodoba się wam to rozwiązanie ale.... obie wygrałyście!
Mam nadzieję,że nie jesteście złe z tego powodu?Jeśli tak to bardzo przepraszam ale na prawdę nie potrafię wybrać pomiędzy tymi pracami bo moim zdaniem obie są cudowne!Jeśli jednak takie rozwiązanie wam nie pasuje to piszcie.Tak jak obiecałam będę polecać wasze blogi pod każdą notką oraz sama czytać i komentować (tylko musicie dać mi trochę czasu,może tydzień bo szkoła i same wiecie ;/ ).Wydaje mi się,że zajęcie tego samego miejsca was jakoś nie uraziło ;D
Nie przedłużając już ,wstawiam wam tutaj dwa cudowne rozdziały napisane przez Izabelle i Asię Horan :) Mam nadzieję,ze spodobają się wam tak jak mi!!! No i już polecam wam ich blogi ♥
Blog Asi: http://lietomefanfic.blogspot.com/
Blog Izabelli: http://wish-youu-were-here.blogspot.com/


Pierwszy rozdział autorstwa Izabelli :D

Rebekah
Już od dwóch godzin chodziłam po naszym hotelu w te i z powrotem. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Nadine została porwana. Jeszcze wczoraj wszystko było w porządku. Wyjechałyśmy do Las Vegas i miały to być nasze najlepsze wakacje w życiu, a jak na razie wszystko idzie nie po mojej myśli.
-Uspokój się trochę- powiedziała Allison. –Ona na pewno się znajdzie.
-Znajdzie? – spytałam zdenerwowana i stanęłam w miejscu. –Ona zaginęła.
-Może poszła na noc do jakiegoś chłopaka. Na pewno nie długo wróci.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Nie wiem, ale nic nie możemy zrobić. Idź odpocznij, a jeżeli nie znajdzie się do jutra, to zgłosimy to na policję- dodała, a ja kiwnęłam głową. I tak nic nie mogłyśmy zrobić, a może Allison miała racje. Nadine lubiła jednorazowe przygody, a ja niepotrzebnie się martwię.
Weszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Cały czas zastanawiałam się gdzie ona jest, a na końcu postanowiłam do niej zadzwonić. Wybrałam jej numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale jedyne co usłyszałam to sekretarkę. Odłączyłam się i wzięłam szarą koszulkę i szorty, po czym udałam się do łazienki.
Odkręciłam wodę pod prysznicem i ściągnęłam z siebie wszystkie ubrania. Weszłam do kabiny i cały czas myślałam o przyjaciółce. Allison próbowała mnie uspokoić, ale ja w głębi serca czułam, że jest coś nie tak. Zawsze miałam w sobie coś takiego, że o wszystko się martwiłam i miałam wyrzuty sumienia.
Nadine poznałam na jednym obozie, gdzie miałyśmy razem pokój. Byłam spokojną dziewczyną, ale jednak lubiącą zaszaleć ze znajomymi. W ciągu tych dwóch tygodni naprawdę się zaprzyjaźniłyśmy. Po powrocie do domu pisałyśmy ze sobą sms-y, a gdy poszłyśmy do Liceum wybrałyśmy to samo, gdzie poznałam Allison. Nigdy się z nią nie dogadywałam i widziałyśmy w sobie rywalki. Tylko Nadine nas łączyła i utrzymywała, abyśmy się nie pokłóciły. Tam minęły nam wszystkie spędzone ze sobą lata i tęskniłam za nią. Może i była wredną oraz chamską osobą, ale była moją przyjaciółką i to się liczyło.

~~***~~
Następnego dnia Allison poszła złożyć zaginięcie na policję, a ja usiadłam na kanapie i zaczęłam szukać czegoś ciekawego w telewizji, gdy usłyszałam jakieś trzaski.
Wstałam z kanapy i zaczęłam się rozglądać, ale nikogo nie widziałam. Kolejno zaczerpnęłam kilka głębokich oddechów i próbowałam sobie w mówić, że to mi się tylko wydawało, gdy poczułam mocne popchnięcie i momentalnie znalazłam się na podłodze. Nad sobą zobaczyłam jakiegoś chłopaka w czarnej kominiarce na głowie. Już miałam się odezwać, gdy zobaczyłam, że w dłoni trzyma nóż.

~~***~~

Allison

Nie wiem dlaczego, ale postanowiłam, że pójdę krótszą drogą przez las. Ruszyłam ścieżką i wdychałam świeże powietrze drzew cały czas myśląc o Rebekah. Ciekawe ile ze sobą wytrzymamy?
Gdy coraz bardziej zaczęłam pogłębiać się w myślach usłyszałam jakieś szmeranie po krzewach. Odwróciłam się do tyłu, ale nikogo nie widziałam. Kolejne kroki, kolejne szmery i znów spoglądam za siebie. Nic.
Biorę głęboki oddech i coraz bardziej zaczynam się bać. Przyśpieszam kroku, a po chwili sama nie wiem kiedy zaczynam biec. Zerkam jeszcze ten jeden raz do tyłu i widzę go. Widzę jakiegoś mężczyznę, ale obraz przed oczami mam zbyt zamazany, aby cokolwiek zobaczyć.
Po chwili zatrzymuję się i przecieram zmęczone oczy. Chyba powinnam się zdrzemnąć- uświadamiam sobie i dostrzegam twarz nieznajomego. Na mój widok uśmiecha się i przyśpiesza kroku. Wpatruję się w jego twarz i na końcu stwierdzam, że to zbyt ryzykowne. Wbiegam do hotelu i staję przed biurkiem, myśląc, że tu jestem bezpieczna, gdy widzę jego obok siebie.
Patrzę na niego przerażona, a on posyła mi uśmiech i puszcza oczko, gdy podchodzi do nas recepcjonista.
-Mogę w czymś pomóc? –pyta, ale ja nie mogę wydusić z siebie ani jednego słowa.

~~***~~

Rebekah

Spojrzałam w jego tęczówki jakbym mogła z nich coś wyczytać, ale nie potrafiłam. Widać w nich było tylko złość, nienawiść i …zemstę? Zaczęłam wpatrywać się w brązowookiego i uświadomiłam sobie, że znam tę oczy. Wszędzie bym je rozpoznała, ale nie teraz. Dlaczego do cholery?!
Podniósł mój top w górę i przejechał ostrzem po brzuchu. Zawyłam z bólu, a on tylko uśmiechnął się dumny z siebie. Dlaczego? Gdy na niego patrzyłam wydawało mi się, że cieszył się z tego, że sprawił mi ból. Ale co ja mu takiego zrobiłam? I kim on był?
-Rebekah- usłyszałam wołanie Allison, po czym trzask zamykających się drzwi. Chłopak spojrzał w prawo, a po chwili skierował swój wzrok na mnie. Uśmiechnął się, po czym puścił mi oczko w zniknął tak szybko jak się tu pojawił.
-Co ci się stało? –spytała podchodząc do mnie. Gdy była już zaledwie kilka milimetrów ode mnie zakryła usta dłonią i spojrzała na mój brzuch. Także skierowałam tam swój wzrok i przeczytałam napis: „To dopiero początek, zapłacicie mi za te wszystkie lata”.
-Kto ci to zrobił? –spytała niedowierzając.
-Nie wiem. Pojawił się tu w mgnieniu oka i tak szybko zniknął.
-Nie rozpoznałaś go?
-Nie. Miał na sobie kominiarkę, ale jego oczy…
-Co?- przerwała mi w połowie zdania.
-Kogoś mi przypominały- wyszeptałam i wtedy sobie przypomniałam kto to był.

~~***~~

Nadine

Otworzyłam oczy i teraz dopiero uświadomiłam sobie co jest grane. Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony, ale zaczęły boleć mnie nadgarstki. Skierowałam wzrok na podłogę i poczułam się jak w więzieniu. Byłam przywiązana do krzesła w jakieś piwnicy, gdzie nie było, ani jednego cienia światła. Zakaszlałam i wtedy zdałam sobie sprawę, że nie wytrzymam tutaj długo. Próbowałam odwiązać ręce czy chustkę z ust, ale wszystko szło na marne.
-Nie fatyguj się tak- usłyszałam głos.- Sznury są zbyt mocne- dodał i stanął przede mną, a ja ujrzałam jego twarz.
-J-Josh- wyszeptałam ledwo słyszalnym głosem.
-Tak, maleńka- odpowiedział i odsłonił żaluzję z jednego okna, na co momentalnie światło weszło do środka. Wziął krzesło i usiadł naprzeciwko mnie.
-Czego o-ode mnie c-chcesz? –spytałam drżąc.
-Zapłacisz mi za te wszystkie lata- odpowiedział przepełniony goryczą i nienawiścią. Odwiązał szmatę w moich ust i położył ją na stoliku obok.
-Musimy wyjaśnić sobie kilka spraw- powiedział, a ja przełknęłam głośną ślinę próbując poukładać sobie wszystko. Josh… właśnie ten Josh. Kolega ze szkoły więzi mnie w jakieś piwnicy!
-Josh, co się z tobą stało?
-Co się ze mną stało? –warknął w moją stronę. –Nic, ale martwiłbym się o ciebie!- dodał wściekłym tonem.
-Co masz na myśli?- spytałam spokojnie.
-Przez całe życie się na mnie mściłaś- powiedział i wstał z krzesła kierując się do szafki. –Nikt i nic cię nie obchodziło. Ważna byłaś tylko ty, aż do dzisiaj- dodał i wyciągnął coś z szuflady. Podszedł do mnie i teraz zdałam sobie sprawę, że to pistolet.
-Josh- wyszeptałam i poprawiłam się na swoim krześle. –Nie rób tego…
-Bo co? –przerwał mi i zaczął podrzucać pistoletem w górę i w dół.
-To nie zabawka i może…
-Och… Nadine- zaśmiał się. –Nie mów, że teraz wymiękasz. Przez całe życie byłaś odważna i nigdy niczego się nie bałaś. Podchodziłaś do ludzi, którzy ci nic nie zrobili, wyśmiewać ich. Pamiętasz mnie i bal? –spytał, a do mojej głowy powróciło wspomnienie sprzed kilku lat.

Ja, Allison i Rebekah stałyśmy przy szkole, gdy podszedł do nas Josh.
-Nadine- zaczął, a ja uciszyłam Allison i zaczęłam wsłuchiwać się w Josha. Jednym z tego powodów było to, że chciałam się pośmiać z tego co ma do powiedzenia. Gdyby nie to, że dziś brakowało mi uśmiechu, dawno bym go spławiła. –Pójdziesz ze mną na bal? –spytał po chwili zastanowienia, a ja parsknęłam śmiechem.
-Jak schudniesz dwadzieścia kilo, urośniesz do metr osiemdziesiąt i staniesz się popularny.
-Jak brzmiało to pierwsze?
-Spadaj!

-To było już dawno temu. Kto by pamiętał takie rzeczy- powiedziałam próbując złagodzić miedzy nami te porachunki.
-Ja nadal to pamiętam. Każde moje upokorzenie. Każdą moją pobudkę rano, gdy mama mówiła, że muszę iść do szkoły, a ja udawałem, że źle się czuję, a tak naprawdę bałem się ciebie. Bałem się tego, że znów upatrzysz sobie mnie jako kozła ofiarnego, ale wiedziałem, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym ci się za wszystko odpłacę. W którym ja będę górą i..
-Bardzo mi przykro z tego powodu- przerwałam mu i po raz pierwszy poczułam, że mówię to z serca. Po raz pierwszy użyłam chyba tego narzędzia.- Ale chyba nie chcesz być mną. Jeżeli mnie zabijesz staniesz się tym kim jestem ja, a tego przecież nie chcesz.
-Nie muszę stawać się tobą, ale muszę się ciebie pozbyć.
-Wcale nie…
-Tak.
-Josh… Ja przepraszam za tamto wszystko co cie spotkało, ale wszystko da się jeszcze naprawić. Odłóż broń i wszystko sobie wyjaśnimy.
-Żeby było tak jak dawniej?- bąknął przez śmiech i pokręcił głową.
-Nigdy nie będzie już tak jak dawniej.
-Ja muszę to zrobić…
-Zastanów się nad tym…
-Obiecałem sobie, że zginiesz i zamierzam dotrzymać tej obietnicy.
-Proszę- wyszeptałam, a łzy zaczęły spływać mi po policzkach.- Mamy dopiero po osiemnaście lat. Mamy całe życie przed sobą, proszę nie rób tego.
-Jest już za późno. Jakieś ostanie słowo?- spytał i wtedy poczułam, że przeze mnie taki się stał. Kiedyś miał serce, ale przez moje traktowanie zrobił się z niego kamień. Gdybym dostała jeszcze jedną szansę przeprosiłabym wszystkich za to co im zrobiłam i stałabym się naprawdę inną osobą. Ale życie to tylko pożyczka.
-Kogo ja z ciebie zrobiłam? Byłeś miłym i sympatycznym chłopcem, a teraz jesteś facetem bez serca- powiedziałam i kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Josh podszedł do mnie i wytarł je, po czym spojrzał na mnie.
-Nie utrudniaj mi tego- dodał i wyciągnął przed siebie pistolet. –Masz jakieś życzenie?
-Przepraszam –bąknęłam cicho i rozpłakałam się, gdy usłyszałam strzał…

"Zbrodnia i kara,krzywda i zemsta,wcześniej czy później,ale zawsze idą w parze."


~~***~~

Rebekah
-To był Dan- powiedziałam i usłyszałam dzwonek do drzwi. Opuściłam top w dół i próbowałam wstać, ale okazało się to duże trudniejsze niż myślałam, że będzie na początku.
Allison podeszła do mnie i poddała mi swoją dłoń, chwyciłam ją i wyszeptałam ciche „dzięki”, po czym razem udałyśmy się w stronę drzwi. Otworzyłyśmy je, gdzie zobaczyłyśmy pięciu chłopaków.
-Hej, laski- powiedział koleś z burzami loków na głowie.
-Hej- powiedziałam i wywróciłam oczami, po czym zamknęłam drzwi. Razem z Allison udałyśmy się do salonu, gdzie usiadłyśmy na kanapie.
-My się znamy? –spytała brunetka.
-Nie, ale chętnie was poznamy- powiedział Loczek, po czym puścił oczko w moim kierunku. Uśmiechnęłam się lekko, po czym wywróciłam oczami. Jakiś chłopak szturchnął go w ramię i przemówił
-Jestem Liam i mamy do was kilka pytań.
-Po co się im przedstawiasz? Na pewno wiedzą kim jesteśmy, co nie? –spytał blondyn, ale my tylko pokręciłyśmy przeczącą głowami.
-Nie słyszałyście o nas?
-Nie- odpowiedziałyśmy równocześnie.
-One direction, czy to wam coś przypomina?- spytał, ale my tylko pokręciłyśmy głowami.
-Dobra, nieważne- dodał Liam i przerwał ich konwersacje.- Jestem Liam, to Niall, Zayn, Harry i Louis.
-Rebekah.
-Allison.
- Pamiętacie co wydarzyło się na imprezie?
-Ym… nic. Gdy rano się ocknęłyśmy leżałyśmy na środku pomieszczenia z kacem.
-Widziałyście te zdjęcia? –spytał wręczając nam gazetę. Wzięłam ją w dłonie i zobaczyłam nas z nimi. „Czyżby One Direction zawiera nowe znajomości. Harry Styles przez całą noc flirtował z śliczną blondynką, Rebekah Coffey. Kupował jej drinki i nie tylko. Między parą doszło do kilku namiętnych pocałunków. Ale także nasz Zayn Malik nie leniuchował. Pokazał na co go stać z Allison Bennet, ale co powie na to wszystko jego dziewczyna, gdy się o tym dowie? Jak się z tego chłopak wytłumaczy? I kogo wybierze?..” Zamknęłam gazetę i wręczyłam ją mojej przyjaciółce.
-Co?!- spytałam w szoku, gdy brunetka oddała im magazyn.
-Możemy kiedyś to powtórzyć- powiedział Harry i puścił mi oczko.
-W snach- odpowiedziałam i wywróciłam oczami.
-Moje sny często się spełniają, więc…
-Uspokój się Styles- powiedział surowym głosem Liam, a wszyscy zaczęli się śmiać. –Nie przejmuj się nim. On już taki jest.
-Więc mamy do was sprawę- zaczął Louis.
-Hym? –spytałam i poprawiłam się w pozycji siedzącej.
-Będziesz udawać dziewczynę Harry’ego, a ty Allison…
-Co? –wybuchnęłam.
-Tylko przez jakiś czas, aż media się nie uspokoją. Potem zerwiecie ze sobą i będziesz wolna.
-Nie- odpowiedziałam i usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi. Allison wstała, ale spojrzałam na nią i kiwnęłam głową, że pójdę otworzyć. Ruszyłam w ich stronę i otworzyłam, a do pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna wręczając mi kartkę.
-To było pod drzwiami- powiedział, a ja spojrzałam na napis i ruszyłam do salonu. Na kartce pisało: „Pożegnajcie się z życiem, szmaty. Wasz czas dobiega końca”.
-Patrz- powiedziałam i dałam karteczkę brunetce. Przeczytała napis i otworzyła szerzej oczy.
-Macie jakieś problemy? –spytał facet. –Jestem ich menadżerem.
-Nie, wszystko w porządku- bąknęła Ally pośpiesznie.
-Więc jak, dogadaliście się? –spytał brunet siadając obok nich.
-Nie.
-Dlaczego?
-Nie będę udawać dziewczyny Harry’ego!
-Dlaczego?
-Bo nie- powiedziałam i spojrzałam na nich.
-A jeśli ci zapłacimy?
-Nie- powiedziałam, a wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. No tak. Kto by nie chciał być dziewczyną Styles'a. I na dodatek zapłacą ci za to. Niektórzy zgodzili by się z zaszczytem, ale nie ja. Ja nie byłam jak inni. Zawsze gdy inne dzieci miały coś czego ja nie miałam, a chciałam, moja matka powtarzała: „Ty nie jesteś jak wszyscy”. –Dla mnie nie liczy się kasa i przepraszam bardzo, ale nie mam zbyt dużo czasu. Mam wiele spraw do załatwienia, dlatego muszę iść, ale może uda wam się dogadać z Ally- dodałam i wstałam z kanapy, po czym skierowałam się do kuchni.
Wyciągnęłam z szafki szklankę, gdy czyjaś ręka oplotła mnie w pasie i odwróciła w swoją stronę, a ja zawyłam z bólu.
-Wszystko w porządku?- spytał Loczek.
-T-tak- wyjąkałam i chwyciłam za brzuch.
-Coś mi się wydaję, że nie mówisz mi prawdy- dodał i spojrzał na mnie dziwnym spojrzeniem.
-Nie mam czasu, śpieszę się- powiedziałam i wyminęłam chłopaka, ale ten zwinnym ruchem złapał mnie za nadgarstek i podniósł mój top, po czym przeczytał na głos
-To dopiero początek, zapłacicie mi za te wszystkie lata.
-Muszę iść- dodałam, ale chłopak trzymał mnie za mocno i nie pozwolił.
-Kto ci to zrobił?
-Nikt.
-Opowiedz mi wszystko.
-Chyba lepiej będzie jeśli nie będziesz wiedział.
-Wiesz, że cie stąd nie wypuszczę dopóki nie powiesz mi prawdy- dodał zadziornie, a ja usiadłam na krześle i wskazałam, aby usiadł obok mnie.
-Więc to wszystko zaczęło się od przyjazdu tutaj…- opowiedziałam chłopakowi o śmierci Nadine, imprezie, wyjeździe, szkole i różnych wiadomościach, które dostajemy. Wprawdzie opowiedziałam mu o wszystkim, choć może nie powinnam, ale musiałam z kimś porozmawiać, a nie miałam z kim i on był pod ręką. Potrzebowałam tego i miałam nadzieję, że mnie zrozumie.
-Styles, spadamy- usłyszałam głos za sobą, na co momentalnie się odwróciłam i zobaczyłam Zayn’a.
-Zgodziła się? –spytał.
-Tak, jutro z Ally obgadamy szczegóły- powiedział.
-Za chwilę przyjdę- odpowiedział dając znać swojemu kumplowi, żeby zostawił nas samych. Gdy Zayn opuścił pomieszczenie Harry wstał z krzesła i spojrzał na mnie.
-Będę leciał, pa. Cieszę się, że o wszystkim mi powiedziałaś i nie martw się. Nikomu nic nie powiem- dodał, a ja poczułam się źle, że byłam wobec niego taka wredna.
-Będę twoją dziewczyną- powiedziałam, a chłopak zatrzymał się w progu drzwi i spojrzał na mnie.
-Serio?
-Tak.
-Zadzwonię jutro- dodał i wyszedł.


~~***~~

Allison

Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka, a gdy zegar wybił siódmą rano, wstałam z łóżka i ubrałam się w czerwone rurki, białą bokserkę i luźny, kremowy sweterek. Założyłam jeszcze skarpetki i ruszyłam do kuchni, gdzie zrobiłam sobie herbatę. Usiadłam na parapecie i piłam herbatę rozmyślając nad ostatnimi chwilami mojego życia. Ciekawe czy Nadine jeszcze żyję? –pomyślałam i po chwili stwierdziłam, że nie chcę wiedzieć. Jeśli by nie żyła, to nawet nie chciałam o tym myśleć.
Z dnia na dzień czułam się coraz gorzej, moje samopoczucie zmalało i czułam się jak te dziadki, które mają po osiemdziesiąt lat i chodzą z laskami. Jednym słowem odechciewało mi się żyć. Nie miałam już sił na jakieś sprzeczki z Rebekah i stwierdziłam, że niech dziewczyna będzie szczęśliwa. Miałam jeszcze nadzieję, że Nadine żyję. Może nie była dobrą osobą i popełniła kilka błędów, ale nikt nie jest doskonały i zawsze powtarzałam, że każdy zasługuję na drugą szansę. Nawet najgorsza osoba na świecie może się zmienić.
„Na świecie nie ma ludzi złych, są tylko samotni i nieszczęśliwi” –przypomniały mi się słowa Susan. Mojej 9-letniej koleżanki. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że miała zaledwie dziewięć lat, a była tysiąc razy mądrzejsza ode mnie. Dokładnie wiedziała, że umrze, ale nikt nie miał wystarczającą dużo odwagi by jej to powiedzieć. Była chora na białaczkę, a ja chodziłam odwiedzać ją codziennie. Spotkałam jej siostrę, która jako jedyna powiedziała jej prawdę i przeznaczyła jej resztę życia na spełnianie jej marzeń. Chciała, aby chociaż przez tę pięć minut była szczęśliwa i poczuła się jak w raju. Ona zrobiłaby dla niej wszystko i gdy ona umarła po prostu się rozpłakałam…
-Ally, Ally- usłyszałam czyjś głos i szturchanie w ramię.
-Rebekah? –spytałam zdziwiona. –Która godzina?
-Czternasta- powiedziała, a ja uświadomiłam sobie, że musiałam zasnąć. –Dobrze się czujesz?
-Tak. Wychodzisz gdzieś? –spytałam obserwując jej strój. Była ubrana w kremową sukienkę, tego samego odcieniu torebkę i szpilki. Na nadgarstkach znajdowały się bransoletki, a szyi nasz wspólny naszyjnik.
-Ty też go masz?- spytałam i pokazałam jej swój naszyjnik.
-Tak, a ty? –spytałam i złączyłyśmy nasze naszyjniki, które idealnie do siebie pasowały. Przeczytałam napis „Best friends…” i wtedy zrozumiałam dlaczego Nadine nam go dała. Wtedy także zrozumiałam słowa Susan. Nadine wcale nie była taką złą osobą.
-Idę na spotkanie z Harrym- wypowiedziała.
-Ach… to powodzenia- dodałam i uśmiechnęłam się.
-Dzięki –wypowiedziała i ruszyła przed siebie, gdy nagle zatrzymała się w miejscu i odwróciła do tyłu. –Cieszę się, że cię spotkałam i przepraszam, że walczyłam z tobą przez te wszystkie lata. Gdy Nadine zniknęła pomyślałam, że to koniec naszej przyjaźni, że tylko ona nas łączyła, a wraz z jej zniknięciem, znikła i nasza więź, ale jest wręcz na odwrót. Ona się poszerzyła i dziś zrozumiałam jak wiele ona dla mnie znaczy. Zrozumiałam także, że Nadine to wspaniała osoba i naprawdę zależy jej na tych, których kocha- wypowiedziała, a ja podbiegłam do niej i ją przytuliłam.
-Też za wszystko przepraszam.
Stałyśmy tak w objęciach dobre już dziesięć minut i wiedziałam, że za chwilę Rebekah spóźni się na spotkanie z Harrym, ale gdy jej to powiedziałam, ona mnie uciszyła i powiedziała, że jestem od niego ważniejsza. Naszą przyjacielską scenkę przerwał nam telefon.
-Pójdę odebrać- powiedziałam i wzięłam swoją komórkę sprawdzając wyświetlacz „Nadine”.
-Halo?- spytałam.
-Allison- wychrypiała.
-Nadine!- wrzasnęłam i spojrzałam na Rebekah.
-Pomóżcie mi.
-Ale gdzie jesteś i jak?
-To wszystko sprawka Josh’a, uważajcie na niego.
-Jak to Josha?
-Pamiętasz jak zaprosił mnie na bal, a ja go wyśmiałam?
-Tak.
-Teraz pragnie zemsty za te wszystkie lata.
-Tak właśnie ktoś napisał Rebekah na brzuchu, a raczej wykaligrafował nożem.
-Co?
-Nom, ale mówiła, że wyglądał jak Dan.
-Możliwe, bo to Dan mu pomaga. W Liceum był mu coś winien i razem to ustali na balu. Pragną śmierci nas wszystkich, ale dla mnie czas się już chyba kończy.
-Nie mów tak!
-Allison powiedz Rebekah- wtedy włączyłam na głośno mówiący, żeby blondynka mogła to usłyszeć.- Że zawsze była najlepszą osobą jaką spotkałam w życiu. Nauczyła mnie, że dobrze widzi się tylko sercem. Że to co jest ważne, nie jest widoczne dla oczu. Dziękuje ci za to, Rebekah. A ty Allison dziękuje ci, że zawsze przy mnie byłaś. Wiem, że byłam okropną osobą, a ty i tak byłaś ze mną. Wspierałaś mnie i nauczyłaś, że żyć można tylko dzięki temu, za co mogłoby się umrzeć. Dziękuje- powiedziała i zawyła z bólu. –Spójrzcie na swoje naszyjniki. One nigdy was nie rozdzielą.
-Będzie brakować trzeciego kawałka.
-Gdy się pokłócicie pomyślcie o mnie i nie popełnijcie tych samych błędów co ja.
-Gdzie jesteś?
-Kocham was- wypowiedziała i połączenie się przerwało.
-Nadine!- zaczęłam wrzeszczeć, ale nic nie dało się zrobić.
-Co jest? – spytała blondynka.
-Nie wiem, ale musimy ją ratować- wypowiedziałam i włożyłam komórkę do kieszeni.

~~***~~

Rebekah

Piętnaście minut później siedziałyśmy w Villi One Direction. Kilka minut po otrzymaniu telefonu od Nadine zadzwonił Harry, gdzie powiedziałam mu o wszystkim. Umówiliśmy się, że spotkamy się w ich domu.
Za pomocą jakiś sprzętów zlokalizowali skąd zadzwoniono i po kilku minutach Liam się odezwał
-To 20 km stąd. Małe miasteczko, dzwoniono z opuszczonego domku.
-Jedziemy- powiedziałam momentalnie i wstałam z kanapy.
-To zbyt ryzykowne.
-Dlaczego? –spytałam zdziwiona i spojrzałam na Ally.
-To może być pułapka- powiedział, a ja pokręciłam przeczącą głową.- Przecież obaj pragną waszej śmierci. Oni też tam na pewno będą.
-Nie obchodzi mnie to- powiedziałam i zarzuciłam płaszcz.- To moja przyjaciółka- dodałam i spojrzałam na Allison.- Idziesz ze mną ją ratować czy zostajesz?
-Jasne, że idę- powiedziała.
-Pojedziemy z wami- dodali energetycznie.
-Ok.

~~***~~

Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Auto zaparkowaliśmy obok jakiegoś drzewa i po cichu ruszyliśmy w stronę budynku. Harry wywalił drzwi i ruszył przodem. Nie wiem dlaczego, ale ten chłopak zaczynał mnie intrygować i z każdą sekundą zaskakiwać.
Poszliśmy za grupką, gdy otworzyli jedne z metalowych drzwi, a w środku zobaczyłam Nadine. Szybko do niej podbiegłam.
-Nadine!- zaczęłam wrzeszczeć, a po chwili przyłączyła się Allison.- Obudź się.
-Zadzwonię po pogotowie- powiedział Zayn.
Po jakimś czasie zabrano Nadine do szpitala i tam ją uratowano. Chłopak nie miał cela i to z tego powodu dziewczyna przeżyła. Ale gdybyśmy spóźnili się pięć minut byłoby już po niej, czego bym sobie nie wybaczyła.

~~***~~

Narrator:
Po kilku tygodniach Nadine wyszła ze szpitala. Wszystko zaczęło się układać, gdy przypomnieli sobie o wrogach. Nadine przypomniała sobie co powiedział jej na końcu Josh. Zabiję ich, a potem sam popełni samobójstwo nad rzeką, 13 sierpnia o godzinie 13:00, gdyż wtedy się urodził i wtedy chciał to wszystko zakończyć.
-Musimy jechać- powiedziała.
-Jesteś zbyt słaba. Musisz odpoczywać- powiedział Liam.
-Oni zginą. Przez nas. Nie możemy ich tak dostawić.
-Gdzie to? –spytał Niall i ruszył w kierunku, w którym wskazała nam Nadine.

~~***~~

-Szybciej- pośpieszała Nadine co chwilę sprawdzając godzinę, 12:50- powiedziała do siebie w duchu, gdy dojechali na miejsce.
-To już koniec, przyjacielu- powiedział jeden z nich.
-Nie znaleźliśmy Rebekah i Allison.
-Widocznie tak chciał los, ale Nadine nie żyję.
-Tak, to prawda- przysłuchiwała się konwersacji i podeszła coraz bliżej, aż stała zaledwie kilka milimetrów od nich. –Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
-Tak- odpowiedział i już przygotował się do skoku, gdy się odezwała.
-Josh.
-Nadine? –spytał zdziwiony i odwrócił się do tyłu.- Allison, Rebekah, co wy tutaj robicie?
-Przyjechałyśmy- powiedziała Allison i zrobiła krok do przodu, tak, że stały teraz obok siebie.
-Nie możecie się zabić- dodała Rebekah i przysunęła się do ich. Złapały się za ręce i pomyślały, że razem stanowią jedność.
-Wiemy, że byłyśmy dla was wredne i chamskie, ale teraz to się już skończy. Macie przed sobą całe życie i chyba nie chcecie go tak skończyć? –spytała Nadine i spojrzała na nich.- Przecież możecie mieć wspaniałe życie, dziewczyny i dzieci.
-Dziewczyny?
-Tak, każdy może ją mieć. Zresztą, Josh, co z Alice?- spytała i wtedy chłopak sobie o niej przypomniał.
-Dan- przemówiła Rebekah. –A z Miley? Chcesz ją od tak zostawić i złamać serce? Wszystko się ułoży, a zobaczycie to, jak tylko wrócimy do domu. 
Allison z Rebekah wystawiły dłonie, a Josh z Danem za nie złapali. Po chwili podeszła piątka chłopaków i teraz byli wszyscy razem i nic nie mogło ich rozdzielić. Złączyli się w pięknym i szczerym uścisku, przyjaźni, na zawsze.

~~***~~

Wszyscy wrócili do domu, a tydzień później odbyła się impreza, za którą zapłaciła i zorganizowała Nadine. Była to impreza przeprosi nowa…
Przed rozpoczęciem imprezy Nadine wyszła na scenę i wzięła mikrofon.
-Witam wszystkich- wyszeptała, a wszyscy zaczęli bić brawa. –Na początku chciałabym wszystkich przeprosić za te wszystkie lata, które musieliście spędzić ze mną- zaczęła ze smutkiem w głosie. –Byłam dla was okrutna i z całego serca tego żałuję. Teraz już wiem, że życie to tylko pożyczka i mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale do tego chyba potrzebujecie wytłumaczenia- powiedziała, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. –Gdy miałam jedenaście lat, zginął mój brat. Moi rodzice cały czas rozpaczali nad jedynym synem. W ogóle się mną nie obchodzili i co bym nie robiła i tak nie potrafiłam zwrócić na nich uwagę. W końcu z mojego serca zrobił się kamień, albo raczej ukryłam je pod maską. Dziś ją ściągam i otwieram się dla was. Już nigdy nie będę tą Nadine i mam nadzieję, że mi wybaczycie. Wybaczycie? –spytała i kolejne łzy wypłynęły z jej oczu.
-Tak- słychać było tylko szumy i wrzaski publiczności oraz brawa.

Na świecie nie ma ludzi złych, są tylko samotni i nieszczęśliwi.

Dziewczyna zeszła ze sceny, a wszyscy gratulowali jej pięknej przemowy. Podeszła do kilku osób, których chciałaby przeprosić osobiście i na końcu wszystkie pary na parkiecie złączyły się w tańcu przy piosence „Give me Love”. Harry tańczył z Rebekah i wtedy doszło do ich pierwszego pocałunku. Zayn z Allison, gdzie cały czas ją komplementował i oświadczył dziewczynie, że zerwał z Perrie i chcę być z nią. A nasza Nadine tańczyła z Liamem wypłakując się mu na ramieniu. Każdy z naszych par znalazł swoją część, ale jak teraz wyglądają ich losy? Otóż tak:

Kilka lat później:
Allison wyszła za Zayn’a i teraz mają dwoje dzieci: córeczkę i synka. Są ze sobą szczęśliwi i każdy dzień w roku przeżywają wspaniale. Ona jest projektantką mody, a on nadal śpiewa.
Rebekah wyszła za Harry’ego i także mają dzieci. Tutaj im się bardziej poszczęściło i mają trzech chłopaków i jedną dziewczynkę. Rebekah zrobiła karierę aktorską i wystąpiła w wielu filmach, a w zeszłym roku została nagrodę za najlepszą aktorkę roku. W wolnej chwili zajmuje się dziećmi i pomaga Allison. Harry nadal śpiewa.
Nadine wyszła za Liama, gdzie są bardzo szczęśliwi. Przy nim dziewczyna jest naprawdę miła i sympatyczna. Nie raz pomagała dzieciom, w różnych ośrodkach, które są chore na śmiertelne choroby. Nadine jest psychologiem dla dzieci. Codziennie spotyka się z dziećmi i bawi się z nimi. Kocha swoją pracę i jest szczęśliwa, ale obecnie poszła na macierzyńskie, bo urodził im się synek. Liam jest szczęśliwy, że ma u swojego boku taką dziewczynę i chętnie jej pomaga, a wolnym czasie śpiewa.

Pomimo tych wszystkich niepowodzeń i przygód, przyjaciółki nadal mają te naszyjniki (które teraz tworzą całość „Best friends forever”) i są ze sobą. Spotykają się w każdym tygodniu na zakupach i filiżance kawy, aby poplotkować i przeżyć wszystko na nowo. Są szczęśliwe, a to chyba najważniejsze. Życie dało im niezłą nauczkę, ale zrozumiały po co im to było i wyciągnęły z niej lekcje, którą będą pamiętać do końca życia.
One Direction się nie rozpadło, a chłopaki nadal są ze sobą. Nadal pozostali kumplami i chyba pozostaną na zawsze, bo połączyła ich ta wyjątkowa wieź, która jest zbyt mocna, aby coś ją zepsuło czy rozerwało.





I drugi rozdział autorstwa Asi :D (jest to jakby kontynuacja rozdziału 14)


*perspektywa Nialla, Irlandia*
Byłem zaskoczony reakcją Alli, czy też może nie-Alli... Dałbym sobie rękę uciąć, ze to była ona. Ale to teraz nieważne, muszę zająć się swoim życiem. Czy ono w ogóle ma sens? Nie mam najmniejszej ochoty na pogaduchy z moimi ,,rodzicami". Boże, jak to słowo dziwnie brzmi. tak.. obco.
Zanim na cokolwiek się zdecyduję muszę odpocząć. I pogadać z kimś komu mogę zaufać. 
Skierowałem moje kroki najpierw do domu, wiedziałem że teraz nikogo tam nie zastanę. I dobrze. Wziąłem tylko gitarę i telefon. Muszę się nad tym wszystkim zastanowić. Postanowiłem iść do mojego miejsca gdzie będę miał spokój. Cholera, tyle tu wspomnień.. Zawsze podnosiły mnie na duchu, teraz jeszcze bardziej boli. Domek na drzewie. Tak, to głupie. Ale zawsze gdy myślę dom- kojarzy mi się to miejsce. Budowanie go z tatą... tatą? i Gregiem. Pieprzyć to. Usiadłem bezradnie na trawie. Dzwonię do Liama. Kilka sygnałów... Nic. Świetnie. Więc limit osób ktore mogą mi szczerze pomóc wyczerpany. Chociaż... Nie wiem czemu ale pomyślałem o Rebece. Właściwie.. Nie zna mnie zbyt dobrze. Nie zrozumie. A może zrozumie właśnie najlepiej? Kij z tym. I tak nie mam już do kogo się zwrócić. Z głośno bijącym sercem wybrałem numer.
-Halo? - dźwięk jej głosu nieco mnie uspokoił.
-Cześć Rebeca, słuchaj... Ja... wiem że to głupie, przepraszam z góry, po prostu jeśli nie masz ochoty tego słuchać rozłącz się, zrozumiem, ja tylko... nie mam z kim pogadać, ja.... fuck, nie radzę sobie. -powiedziałem cicho, spodziewając się dźwięku odkładanej słuchawki, ale o dziwo nic takiego się nie działo.
-Niall, co sie stało? Jesteś w domu? 
-sam już nie wiem czy mogę to miejsce tak nazwać...-powiedziałem cicho bardziej do siebie niż do niej.
- Niall, cokolwiek się nie stało, jesteś u siebie, w domu, z bliskimi...
-nie! To nie jest mój dom, moi bliscy, cholera nie ! Jestem adoptowany ! rozumiesz? ADOPTOWANY! mam 19 lat, dzisiaj dowiedziałem się że ludzie którym ufałem bezgranicznie nie są moją rodziną! -wykrzyczałem do słuchawki ciężko dysząc, łzy cisnęły mi się do oczu. Odpowiedziała mi cisza.
-Reb, przepraszam. Przepraszam, przepraszam. Przepraszam że Ci to mówię, że krzyczę, że zawracam Ci głowę..
-Niall... Przykro mi. Wiem, to pewnie brzmi dennie...-zawiesiła głos- cholera, naprawdę dennie...Ale zobaczysz, jakoś to będzie. Musi być gorzej żeby mogło być lepiej. Dasz radę Niall, uwierz. -jej głos zdecydowanie działał na mnie kojąco.
-Reb... nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy to że jeszcze się nie rozłączyłaś i mnie nie olałaś. -zacząłem cicho- to dziecinne że jestem w takim stanie zamiast wziąć się w garść. Po prostu czuję się jakbym stracił rodziców, kogoś na kogo mogłem zawsze liczyć. To uczucie jest straszne... Przepraszam że ja tak tylko o sobie.. Co wgl dzieje się u was, u Ciebie? -spróbowałem jakoś sobie z tym poradzić.
-właściwie czuję się podobnie...-usłyszałem jej odpowiedź... pełną bólu, smutku i szczerości. tego się nie spodziewałem.- Moja matka.... szkoda gadać potrafiła tylko zrobić mi awanturę, ma w dupie to że wczoraj mogłam zginąć, dla niej liczy się jej pieprzona reputacja do której wiecznie nie pasuję... -Jak to nie przeżyć?
-Reb? -przerwałem jej.
-... i nigdy nie pasowałam i nie będę pasować, czuje się jakbym została sama, bez rodziców, z tym wszystkim... nie radzę sobie, Nie wiem po co Ci to mówię, to Ty masz problem a ja Cię zadręczam, przepraszam, ja...
-REB! -przerwałem jej tym razem skutecznie - Jak to mogłaś nie przeżyć?- czułem narastający niepokój.
-To długa historia... ja.... raczej nasz x... To naprawdę skomplikowane. -westchnęła.
-Rebecka... - zawahałem się chwilę. Przed oczami stanął mi jej obraz, Piękny obraz.. I już się nie wahałem.
-Proszę Reb, wsiadaj w pierwszy samolot i przyleć do mnie. Proszę. Naprawdę. -cisza. Czułem że bije się z myślami,
-Niall nie wiem, twoi rodzice... teraz, to nie jest dobry...
-Reb, proszę. -powiedziałem błagalnie.
-Dobrze, -rozłączyła się.
*oczami Rebecki*
Co ja zrobiłam? Dlaczego? Zależy mi? Jedna rozmowa. Był taki szczery. Ja właściwie nie wiedząc czemu też.Dźwięk smsa wyrwał mnie z osłupienia.
,, Tym razem nie pozwolę sobie na błąd. Zrobię to porządnie. X" Przestałam się wahać. Wolę to niż czekanie na to aż w końcu X mnie zabije. Zarezerwowałam bilet. Jeszcze dzisiaj. Bez zastanowienia pakowałam się szybko. Po dwóch godzinach już wkładałam torbę do samochodu. Nagle otworzenie drzwi uniemożliwiła mi czyjaś ręka. Odwróciłam się..
 -Harry? -no tak, właściwie w ciągu ostatnich kilku godzin wręcz zapomniałam o nim.
-A kogo się spodziewałaś? I gdzie się wybierasz? coś się stało? -patrzył na mnie w dziwny sposób. troska? złość?
*oczami Harrego*
domyślałem się dokąd jedzie. Ale czemu. Ona i Niall... to tylko papier, pomyłka po pijaku.
-Cześć, tak, mi też miło Cię widzieć Harry.- odpowiedziała sarkastycznie i odsunęła moją rękę żeby wsiąść. O nie, mnie się tak nie zbywa,
-Rebecka... Wiesz o co mi chodzi. Pytam tylko gdzie masz zamiar wybyć bez pożegnania. -zmieniłem nieco ton, nie ruszając się z miejsca przez co dalej nie mogła wsiąść.
-Harry wybacz, śpieszę się, jak będę miała chwilę to napiszę albo zadzwonię. Cześć. -odsunęła mnie pewnym ruchem a mnie zamurowało. Odjechała a ja dalej stałem tam jak idiota. Spławiła mnie. Harrego Stylesa. I pojechała do Nialla.
*oczami Nialla*
sprawdziłem w internecie loty dwa razy. Jeśli wybrała ten pierwszy, będzie tu za jakieś pół godziny. Jeśli kolejny, w nocy. Cóż, jadę na lotnisko. Jeśli będzie teraz lepiej, jeśli nie to poczekam. Wole kilka godzin siedzieć na lotnisku  niż unikając rodziców.
-pół godziny później-
stałem w miejscu wyznaczonym blisko wyjścia. Cicho liczyłem na to że się pojawi. Przejechałem wzrokiem po twarzach ludzi ktorzy właśnie przylecieli. Nic. Nagle mignęły mi blond włosy. Te włosy. A za chwilę ujrzałem ją. Szła powoli nieco zagubiona, przesuwając wolno wzrokiem po otoczeniu. A ja odruchowo nie panując nad niczym podszedłem do niej szybko i przytuliłem mocno lekko unosząc ja przy tym do góry. Przysiągłbym że usłyszałem jakieś ,,aaaaawww" niedaleko, ale nie obchodziło mnie to. Zaskoczona Reb po chwili odwzajemniła gest. A ja zdałem sobie sprawę jak to może wyglądać z boku, jak i w jej oczach. Postawiłem ją delikatnie,
-Dziękuję - powiedziałem cicho. -Dobrze że jesteś. Chodźmy stąd. - wziąłem ją delikatnie za rękę. Tylko przez chwilę zastanawiałem się gdzie właściwie mam z nią iść. Po pół godzinie byłem z nią w moim starym domku na drzewie. Obiecałem sobie że wezmę tu dziewczynę z którą będę chciał spędzić resztę życia. Właściwie.... jest moją żoną,
-Reb, wiem że pewnie jesteś zmęczona, przepraszam ze ciągnę Cię tutaj... Po prostu chciałem z Tobą porozmawiać.Obiecuję że odpoczniesz, pomieszkasz u nas... u mnie.. - aż dziwnie było mi powiedzieć u mnie domu.
-Niall, nie ma takiej opcji. Będe w hotelu.Musisz na spokojnie porozmawiać z rodzicami. -odpowiedziała pewnie. O nie, ja też jestem uparty,
-Nie. Możesz być na mnie zła, ale nie. Potrzebuję Cię. To w cholerę egoistyczne, wiem. Ale boję się że coś zepsuję, oszaleję sam z tym wszystkim.Wiem,że pewnie mnie nawet nie lubisz zbytnio, łączy nas ten papier, tamta noc i nic poza tym, ale proszę, po prostu bądź. Nie pozwolę Ci się tłuc po hotelach. Spisz u mnie, ze mną, będziesz jeść moje naleśniki. -Boże, czemu ja nie potrafię zachować dla siebie jakichkolwiek uczuć? Będziesz spać ze mną? Mina Reb była ciężka do odczytania. 
-Od początku Niall. Po pierwsze: lubię Cię, gdybyś się dla mnie kompletnie nie liczył nie odebrałabym od Ciebie a już na pewno by mnie tu nie było. po drugie: to małżeństwo. Wstępnie gadałam z prawnikiem, pomoże nam. po trzecie, postaram Ci się pomóc, ale naprawdę lepiej będzie jak zostanę w hotelu. To są sprawy rodzinne, nie dotyczą mnie, -powiedziała spokojnie. Zaskoczyła mnie.
- Teoretycznie cały czas jesteś moją żoną, więc sprawy ,,rodzinne" Ciebie też dotyczą. Więc z tym ostatnim się nie zgadzam i koniec dyskusji. - uciąłem, Reb grzecznie zamilkła. Usiedliśmy  i przez dłuższą chwilę milczeliśmy. W końcu zebrałem się w sobie.
-Wiesz... ja zdaję sobie sprawę z tego jak to wygląda. Że zadzwoniłem do Ciebie bo zostałem sam, bo rodzice... Po prostu musisz wiedzieć, że to nie jest tak. I że bardzo doceniam że przyjechałaś. Dziękuję Ci że jesteś. -zawiesiłem się na chwilę.- Ja po prostu nie umiem dać sobie rady z tym że mnie oszukali. Że zawsze myślałem że dom i moja rodzina to jest najpewniejsze. No wiesz, że zawsze będę mógł tu wrócić, że tutaj nikt mnie nigdy nie oszuka. A teraz czuję się tak jakby ktoś komu ufałem bezgranicznie mnie zdradził. I to cholernie boli. 
-Niall wiem że Ci ciężko, ale musisz z nimi porozmawiać. Martwią się. Przecież Cię kochają i traktują jak własnego syna. I jesteś nim Niall. Może nie biologicznym, ale jesteś. 
-Wiem. -jęknąłem.- Wiem, ale... to trudne. Nie wiem co ja miałbym im powiedzieć. - poczułem że nie mogę już dłużej ciągnąć tego tematu. Ale za to przypomniałem sobie o jednym niepokojącym fakcie.- Mówiłaś że... no wiesz, że Ci ciężko, że mama.. I że mogłaś zginąć. Co się stało? -Przyglądałem się jej uważnie.
-X. Po prostu ukradł Harremu telefon, wysłał mi smsa żebyśmy spotkali się w parku, i tam był on, dostałam jakiś środek usypiający. Ale kolega był niedaleko i mnie poznał, wystraszył tego gościa. I następnego dnia rano wróciłam do domu. Boję się, Niall. -powiedziała cicho patrząc przed siebie. Przytuliłem ją. Poczułem jej słodkie perfumy. Zdecydowanie pomogło nam obojgu. Spojrzałem jej w oczy. To uczucie. Miłe ciepło. Jest piękna. Wiedziałem że to nie jest dobry pomysł, moment, ale nie obchodziło mnie to. Zmniejszyłem powoli odległość między naszymi ustami, powoli muskając jej wargi. O dziwo się nie odsunęła. Nagle przerwał nam dźwięk smsa. 
,,Za pół godziny jesteśmy u Ciebie. ~Liam." Zajebiście.

* perspektywa Harr`ego*
Egoista. Pieprzony egoista. Ale aktor ze mnie niezły. Jedziemy tam dla Nialla. A ja jadę tam po to żeby sprawdzić czy to co widziałem to prawda. X dobrze to wiedział. Otworzyłem jeszcze raz smsa sprzed godziny:
,,Czyżby porażka? Urok bezpłodnego Stylesa nie działa? http://1dnews.com. X."  Po raz kolejny otworzyłem otrzymany link. Zdjecia Rebecki w objęciach Nialla. Niall trzymający ją za rękę. 

*godzinę później*
Wszedłem do domu Nialla ostatni. Jakoś bałem się tego co zobaczę. Chłopaki już byli przy nim, Niall odpowiadał na wszystkie pytania. Zobaczyłem w kuchni Reb. I docierały do mnie tylko urywki rozmowy: rodzice, dom, Rebecka, zespół...
-No witam. Dziękuję za smsa i telefon gdzie jesteś i co u Ciebie. -powiedziałem sarkastycznie gdy tylko wszedłem do kuchni.
-Harry... Nie miałam na to nawet czasu. - zaczęła, ale przerwałem jej.
-Nooo zauważyłem -podsunąłem jej pod nos stronę ze zdjęciami jej i Nialla. Zaskoczona przeglądała je i czytała domniemania gazety. W tym samym momencie wszedł Niall.
-O cześć Harry.  Właśnie się zastanawiałem co tu się dzieje. co to? -zajrzał Reb przez ramie po czym wziął od niej telefon.
-no właśnie. Więc, Niall, czemu się z nami nie podzieliłeś radosna wiadomością że jednak z twoją żoną nie łączy Cię tylko ten papierek? - zapytałem zgryźliwie.
-O co Ci chodzi? co ty, Styles zazdrosny jesteś? - rzucił nieco zaskoczony Niall.
-Luz Styles. - nagle odezwał się Louis, który jak się okazało cały czas był świadkiem rozmowy. - To tylko głupi zakład, już nie przesadzaj. 
-Zakład? -powiedział Niall. Reb zresztą powtórzyła to samo.
-No tak.- Lou wzruszył ramionami. Nie, nie teraz. Zamknij się. - To tylko...
-Tomlinson stul pysk! - przerwałem mu.
-Lou? - mruknęła Reb zachęcając go do kontynuowania,
-Spoko Harry, luzik, spinasz się tak a sam mówiłeś że to nic trudnego, co Ci zależy. Więc założyłem sie z Harrym. Ze rozkocha Cię w sobie, a potem zostawi. Pamietasz Styles? Pocałować, zrobić nadzieję, zostawić. - odpowiedział spokojnie Tommo. Zatkało mnie. Z resztą podobnie jak wszystkich, także Zayna, Liama którzy wszystko słyszeli. Wyraz twarzy Reb powoli się zmieniał. Z szoku, w smutek. -zabolało.- złość, wręcz wściekłość. Wstrzymałem oddech. Zaczęła się śmiać. Teraz to ja byłem w szoku. Bawi ja to?
-Nie wierzę. -parsknęła śmiechem. Wrednym śmiechem. Ale w jej głosie było słychać smutek. - Jesteś nienormalny. -dźgnęła mnie palcem w klatkę piersiową. - Czyli wtedy rzeczywiście-To był prawdziwy Harry. Wow, raz w życiu byłeś ze mną szczery. Jaki zaszczyt. Więc po to później cała ta szopka, przepraszanie, wyjazd do rodziców, tamto miejsce, gadanina jaki to Harry tak naprawdę jest wrażliwy. -pokręciła głową- Żałosne. -Podeszła bliżej i spojrzała mi w oczy. - Pieprz się Styles. -powiedziała twardo nie przerywając kontaktu wzrokowego i wyszła. 

*perspektywa Rebecki*
Cholera jasna!!! Byłam wściekła. Wściekła i zrozpaczona jednocześnie.Czułam się oszukana. Po raz kolejny. Czy ja mam do cholery napisane na czole: ,,Zrań mnie, to banalnie proste" ?! Wszyscy faceci są tacy sami?! Harry... Co za dupek. Ufałam mu. Niall.. Ta myśl wpłynęła na mnie zupełnie inaczej. Łzy które zbierały mi się pod powiekami w końcu wypłynęły niepohamowanie z moich oczu.
-wspomnienie-
Odsunęłam się szybko na dźwięk smsa, Niall zaskoczony po chwili bez słowa sprawdził kto to.
-Chłopaki zaraz będą. - powiedział tylko. Wstałam bez słowa. Co mam teraz zrobić, powiedzieć: Sorki Niall chyba się w Tobie zakochałam, wiesz, podobasz mi się, w twoich ramionach w końcu poczułam się bezpiecznie więc może olej ten telefon i jednak skończ to co zacząłeś. 
NIE.
-Reb... Przepraszam Cię, ja...- zaczął  patrząc mi w oczy.
-W porządku Niall. Ja też nie. - odpowiedziałam szybko biorąc swoją torbę. - Wracajmy.
-Ale nie rozumiesz... - wstał.
-Rozumiem. Lepiej niż Ci się wydaje. Chodźmy już. 

-koniec wspomnienia-
Otrzeźwiły mnie głosy z domu. Głos Zayna. Harrego i ... Nialla. NIE.
Przyśpieszyłam kroku. Nagle poczułam jak czyjeś ramiona mnie obejmują. Nie były to bijące ciepłem ramiona Nialla, ani umięśnione ramiona Harrego. Nagle poczułam coś przy twarzy. Zakręciło mi się w głowie, zrobiłam się bardzo senna. ,,X!" -krzyknęłam w myślach. Nogi się pode mną ugięły. Poczułam jak ktoś wpycha mnie do samochodu. Mignęły mi tylko urywki obrazów. Krzyczący Liam, Harry na chodniku. Niall biegnący w stronę samochodu. Siedzenia. Czarna postać za kierownicą. I moje ciężkie powieki opadły.





  

Jak widzicie oba są cholernie długie i ciekawe! :D Każdy inny i każdy cudowny ♥ Jeśli się wam podobają to koniecznie zacznijcie czytać blogi dziewczyn! :D
A wam,który podoba się bardziej?Asi czy Izabelli? :D Piszcie w komentarzach ;*
Rozdział 18 już niedługo! :D


5 komentarzy:

  1. Jejku dziękuję kochana <3 JARAM SIĘ TAK ŻE TYVGABUYJYTRDVFHBYU <33
    Dziękuję Ci bardzo za wszystko, wszystkooo :**
    I nie mogę się doczekać 18 ^^
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Prеtty! This has bewn an extremely wonԁerful post.
    Thanks for providing tis іnformation.

    my ѡeb page: Subprime personal loan lenders

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Tak bardzo przepraszam,że nic nie dodaję tak długo :( Miałam masę nauki w ostatnich tygodniach,bardzo przepraszam.Postaram się dodać jak najszybciej,najpóźniej we wtorek.

      Usuń
  4. Aha to super ze niedlugo dodasz :D :)))))))))) ! Cisze sie bardzo bo swietnie piszesz :***

    OdpowiedzUsuń