środa, 26 listopada 2014

Rozdział 27 cz.2


Włącz



-Harry zaczekaj!-głos blondynki rozniósł się po pustym korytarzu.
Widziała jak chłopak szybko wchodzi na pierwsze piętro.Westchnęła i pobiegła schodami na górę.Brunet nie zatrzymał się nawet na sekundę,gdy zawołała go kolejny już raz.Długie nogi pokonywały kolejne stopnie w oka mgnieniu.Gdy Coffey znalazła się w końcu na drugim i ostatnim piętrze,po chłopaku nie było ani śladu.Wąski korytarz nie wyróżniał się niczym szczególnym od pozostałych.Był znacznie mniejszy niż ten z poprzedniego piętra i posiadał tylko jedne drzwi,otwarte na oścież.
-Harry?-niepewny głos blondynki roznosił się echem.
Weszła do niewielkiego pokoiku,który był prawie pusty.Pokój nieco inny niż pozostałe,bowiem okrągły.Żadnego rogu,żadnego kąta.Koło.Jedno duże okno naprzeciw masywnych,ciemnobrązowych drzwi.Na prawo stało drewniane,stare krzesło.Po przeciwnej stronie na ścianie wisiała tylko gaśnica.Głośne stukanie obcasami o podłogę zakłócało ciszę.Blondynka powoli podeszła do dużego okna.Widok był na pełen kolorowych kwiatów i różnego rodzaju drzew ogród.Dotknęła szyby,przyglądając się życiu na dole,kiedy usłyszała skrzypnięcie drzwi.Gdy odwróciła się były już zamknięte.Uśmiechnęła się szeroko na widok stojącego do niej tyłem chłopaka.Radość jak szybko się pojawiła tak  zniknęła,gdy odwrócił się w jej stronę.Maska zakrywała jego twarz.Obrzydliwy
wizerunek mima,uśmiechającego się wrednie stał przed nią.Podrzucał sobie w ręce złote kluczyki.Blondynka mimowolnie zrobiła krok do tyłu,ale za nią była tylko ściana.Mężczyzna podchodził do niej powoli,a w jego chodzie była jakaś dziwna swoboda i pewność siebie.Wyciągnął z kieszeni coś w rodzaju chusteczki bądź malutkiego ręcznika.Szybko znalazł się kilka centymetrów od dziewczyny.
-Wiesz za dużo-powiedział,przykładając nakropioną środkiem usypiającym, chusteczkę dziewczynie do nosa.


Niall przewrócił się z brzucha na plecy,pochrapując głośno.Zaczął mówić coś cicho,sam do siebie przez sen,po czym wiercąc się,spadł z starej kanapy na chłodną ziemię.Od razu się obudził,nie do końca świadom co się dzieje.Rozejrzał się zdezorientowany po pokoju,próbując sobie przypomnieć jak się w nim znalazł.Po pomieszczeniu rozległ się dzwonek jego telefonu.Blondyn szybko wstał i wyciągnął komórkę  z tylnej kieszeni swoich spodni.Na ekranie wyświetliło mu się zdjęcie Harr'ego.
-Tak?-spytał,ziewając.
-O Niall-radosny głos chłopaka odezwał się po drugiej stronie.-Jak miło,że w końcu postanowiłeś odebrać.A teraz mi powiedz gdzie ty do kurwy jesteś?!-ostatnie słowa,krzyknął tak głośno,że Horan musiał odsunąć telefon od ucha.
-No właśnie z tym mamy problem,bo ja też nie do końca wiem.
Po drugiej stronie telefonu nastąpiła krótka chwila ciszy.
-Jak to nie wiesz gdzie jesteś?-głos Harr'ego wskazywał,że Loczek jest podenerwowany.
-W jednej chwili stałem na sali pijąc poncz-blondyn z trudem przywołał w pamięci ostatnią,zapamiętaną przez siebie chwilę-a potem budzę się tutaj.
-"Tutaj"?Może rozwiń nieco bardziej te twoje "tutaj".
Harry nie potrzebował więcej problemów.Nie miał pojęcia gdzie jest Zayn,Niall zachowywał się jak roczne dziecko,Rebekah była chora i między tym wszystkim jest jeszcze Liam-bojący się przyznać o swojej orientacji rodzicom,Louis-po uszy "zakochany" w Alli,czego w ogóle Styles nie potrafił pojąć.Owszem była ładna,nawet bardzo no i jeszcze mądra i zabawna,ale Louis nigdy nie angażował się w związki.No i sama Alli chodząca z sztucznym uśmiechem bulimiczka,dla której głodzenie się było czymś wspaniałym.Brunet usiadł spokojnie na ławce i skrył twarz w dużych dłoniach.
-Opisz mi to pomieszczenie-powiedział w końcu.
Niall rozejrzał się dookoła.
-Właściwie nic szczególnego-zaczął,opadając na kanapę.-Mały pokój,jedno okno,stara zniszczona,nieco waląca stęchlizną kanapa i szafa z ciemnego drewna.Pokój jak pokój,tyle że drzwi są zamknięte.
Harry milczał przez chwilę.Składał powoli wszystko w całość.
-Cholera Horan.Znika Malik,ciebie zamykają w pokoju.Wiesz co to znaczy?
-Beznadziejna impreza z marnymi przekąskami?
-Nie debilu.To znaczy,że ten kto zabił Nadine też tutaj jest.Na tym balu.W masce.


Gdy Zayn w końcu się ocknął strasznie bolała go głowa.Był w kuchni.Starej,niezbyt zadbanej kuchni.W niektórych miejscach na suficie mógł dostrzec pleśń.Powoli wstał,cały czas pocierając bolącą głowę.Czuł się jakby cały czas ktoś uderzał go czymś twardym w tył pulsującej z bólu głowy.Spojrzał na swoją dłoń i z ulgą odetchnął,nie znajdując na niej krwi.Przez kilka minut poruszał się po pomieszczeniu jak zupełnie pijany,nieświadom tego co się dzieje dookoła.Próbował sobie przypomnieć jak się tam znalazł,ale jedyne co aktualnie pamiętał to smak jej malinowych ust.
-Malik ile ty wypiłeś?-spytał sam siebie.
Był wkurzony,sam nie do końca wiedział na co lub na kogo.Kopnął leżącą na podłodze patelnię,która przeleciała w szybkim tempie przez całą kuchnię i głośno odbiła się od ściany.
Mulat znalazł jakąś w miarę czystą szklankę i napełnił ją wodą.Usiadł swobodnie na blacie
kuchennym i małymi łykami opróżniał kubek.Po paru minutach poczuł się nieco lepiej.Podszedł do drzwi,ale były zamknięte.Ze zdziwieniem stwierdził,że nawet go to nie zdziwiło.Wydawało się takie normalne,że ktoś zamknął go w kuchni."A może to przypadek?Jakaś kucharka czy ktoś,nie wiedział,że tu jestem i zamknął drzwi na klucz?" próbował wyjaśnić ten fakt na różne sposoby,ale nie wydawało mu się,żeby ktokolwiek używał tej kuchni do jakiś większych celów niż przechowywanie jedzenia lub pomieszczenie,w którym śmiało można wypalić dwa lub trzy papierosy.
Papierosy.Nagle ogarnęła go ogromna ochota żeby zapalić.Z radością wyciągnął paczkę fajek z tylnej kieszeni swoich spodni.Kolejne minuty spędził na przeszukiwaniu szuflad i półek kuchennych,w celu znalezienia zapalniczki,a kolejne  na przeklinaniu,gdy nie udało mi się znaleźć tego czego szukał.


Rebekah powoli otworzyła oczy.Światło ją raziło,ale po kilku sekundach wzrok znów się do niego przyzwyczaił.Chciała wstać,ale silny ból w plecach jej na to nie pozwolił.
-Na twoim miejscu bym się sporo nie ruszał.
Dopiero teraz zauważyła,że nie jest sama.Tak jakby wcześniej jej mózg kompletnie ignorował,że ktoś jest w pokoju razem z nią.Nie chciała płakać,ale nie mogła powstrzymać spływających już swobodnie po jej rozgrzanym policzku łez.Wcale nie była taka silna jak jej się wydawało,a do tego teraz wszystko ją bolało.Nie było tak jak w Halloween,gdzie niebezpieczeństwo było za dobrze zamkniętymi,masywnymi drzwiami i nie mogło się do niej dostać z taką łatwością,z jaką by chciało.Mimo to tak cholernie się wtedy bała.Teraz niebezpieczeństwo w postaci całkiem młodego,dobrze zbudowanego chłopaka w masce przerażająco uśmiechniętego mima i peruce kręconych włosów,przypominających te od Harr'ego,z nożem w ręku stało przed nią.Dokładnie kilka centymetrów od niej.Czy się bała?Była przerażona.


-Chyba mam klaustrofobię-ton Niall'a był zrozpaczony.
-Ty w ogóle wiesz co to klaustrofobia?-rzucił poirytowany Harry.
Chłopak szybkim krokiem mijał bawiących się w najlepsze gości.
-To nie ja rzuciłem szkołę w wieku szesnastu lat idioto.
-Zabawne-Styles przewrócił oczami,znajdując się na niewielkim korytarzu.
-Czuję jak te ściany zmniejszają odległość między sobą.Jestem w pułapce Harry.Umrę.
-Nie umrzesz debilu-chłopak zabrał się za przeszukiwanie pokoi.-To by było zdecydowanie zbyt piękne.To nie klaustrofobia to debilizm.
-Jeśli masz zamiar mnie obrażać-zaczął podenerwowany Horan,ale Loczek już go nie słuchał.Tylko tego mu brakowało-humorków blond przyjaciela.
Sprawdzał po kolei wszystkie drzwi,ale każde były otwarte.
-A może po prostu jestem głodny-stwierdził w końcu Irlandczyk.-Możesz zabrać po drodze mi jakąś kanapkę?-spytał z nadzieją.
-Jeśli przeżyjesz to Niall-warknął Harry-to sam cię kuźwa zabiję.


-Trochę cię pokopałem,gdy tak słodko spałaś-przyznał chłopak.
Rebekah była przyparta do ściany,każdy mięsień dawał się we znaki.Płakała jak małe dziecko.
-Żebyś nie uciekła-wytłumaczył spokojnie.-Chociaż i tak pewnie nie dałabyś rady-dodał po krótkim namyśle.
-Zabiłeś Nadine-bardziej stwierdziła niż zapytała.
-Tak-jego głos był jakby dumny.
-Czemu?Co ci zrobiła?-pytania zadawane przez blondynkę były trudne do zrozumienia przez jej ciągły płacz.
-Właściwie to nic takiego.Nawet jej dobrze nie znałem-wzruszył ramionami.-Chyba jestem po prostu psychopatom,któremu sprawia radość oglądanie jak inni cierpią.
Rebekah dostała gęsiej skórki.Nie takiej przyjemnej jak wtedy,gdy siedział obok niej Harry.
-Opowiem ci co zrobię-zaczął zafascynowany.
-Ten wypadek Zayn'a to też ty-rzuciła oskarżycielsko w jego stronę.Westchnął.
-Tak,tak to też ja.Dobrze,że kiedyś pracowałem jako pomocnik mechanika.A teraz nie przerywaj.
Usiadł na przeciw niej,jak to określają w przedszkolu "po turecku" i odłożył nożyk na bok.
-Jesteś mądra Re,nieprawdaż?-spytał,przyglądając się jej uważnie.
Coś znajomego było w jego głosie,w jego budowie,w sposobie w jakim się poruszał.
-Dlatego odejdziesz jako pierwsza.Wiesz już i tak za dużo,a za kilka dni rozszyfrowałabyś już wszystko.
-Jesteś zawsze o krok przed nami,znasz każdy cholerny sekret,więc pewnie wiesz,że jestem chora.
-Oczywiście,że wiem.Wiem wszystko o was.Znam cię lepiej niż ty sama kochanie.
-Skoro i tak niedługo umrę to...-zaczęła,ale jej przerwał.
-Niedługo?!Według twoich wyników masz co najmniej dwa miesiące!Dwa miesiące!Wiesz ile to jest?!Dla kogoś takiego jak ty,równie spostrzegawczego,wystarczy tydzień,a rozszyfrowałabyś kim jestem.Właściwie jeśli mam być szczery jestem nieco rozczarowany,że jeszcze do tej pory tego nie zauważyłaś.To nie wasza wina kochanie,że znaleźliście się na liście moich,że tak powiem ofiar.Nic złego nie zrobiliście.Ani ty,ani twoi przyjaciele.Po prostu wszyscy znaleźliście się w złym miejscu o złym czasie.
-Jesteś chory.
-Oj tak,ostatnio troszkę mnie przewiało.Ból gardła i te sprawy.A teraz,trochę sobie pokrzyczysz,okay?
Dziewczyna nie zdążyła spytać,ani zrobić czegokolwiek.Chłopak szybko podniósł nóż i wbił go w udo blondynki.Krzyknęła niesamowicie głośno,gdy ból stawał się nie do wytrzymania,a krew zaczęła w przerażającym tempie moczyć jej sukienkę.
Uśmiechnął się.
-Ładnie-przyznał,niemal pochwalił,jak nauczyciel plastyki swojego ucznia,gdy ten wykonał jakąś godną podziwu pracę artystyczną.-Głośniej-dodał po chwili.
Dziewczyna nie zdążyła zaczerpnąć powietrza,a nóż kreślił nierówne wzorki po jej lewej ręce.Krzyczała jeszcze głośniej,płakała jeszcze bardziej.
-Spójrz,jak dobrze pójdzie może pomyślą,że to było samobójstwo?


Zayn sam siebie pochwalił za pomysłowość.Kto jeszcze wpadłby na pomysł,żeby odpalić papierosa dzięki staremu piecowi na gaz?
-Jesteś geniuszem-przyznał skromnie Malik.Siedział sobie na jednym,poplamionym zeschniętą farbą w kolorze mięty, krześle.Palił już piątego papierosa,co sprawiało mu ogromną przyjemność.Gdy skończył i z przykrością stwierdził,że ten cudowny boży dar w postaci papierosów się już kończy,schował paczkę do kieszeni.Zostawi sobie na później.Nie wiedział ile dokładnie już siedział w cuchnącej kuchni,ale miał jej szczerze dosyć.Drzwi zamknięte i nie zanosiło się na to,żeby ktoś miał przyjść i za sprawą magicznej różdżki bądź w tym przypadku kluczy,jak Batman czy Superman uratować go z opresji.Myślał szybko i nie do końca mądrze,ale postanowił coś zrobić.Nie czekając dłużej,znalazł szybko jakiś duży garnek i zaczął nim uderzać w okno.Szyba pękła na milion małych kawałeczków.


Miała podbite oko,rozcięte prawe udo i lewą rękę.Była prawie pewna,że jakaś kość z jej pleców jest złamana.Makijaż był rozmazany,a włosy potargane.Dokoła było sporo krwi.
-No więc słuchaj uważnie księżniczko. Pozbędę się ciebie i może jeśli szczęście będzie mi sprzyjać jeszcze kogoś.Zamknąłem na dole kilku twoich przyjaciół z tego głupiego zespołu,więc kto wie...Później zajmę się resztą.Pewnie będą pogrążeni w żałobie za tobą,więc zacznę od najsłabszego ogniwa.Oczywiście będzie to Harry.To takie słodkie patrzeć,jak bardzo mu na tobie zależy i ile jest w stanie dla ciebie poświęcić.Chcę mi się zawsze śmiać gdy tak desperacko szuka wieczorami najlepszych lekarzy na świecie ,tylko żebyś pożyła nieco dłużej.Ciekawe co zrobi bez ciebie?
Przecież to jeszcze w sumie dziecko.Bezpłodnie-podkreślił ostatnie słowo.-A potem reszta.Jeśli będę mieć farta to nasz kochany Malik odzyska pamięć,więc zostawię go na trochę i będę się napawać "wojną" o Alli.Fajnie brzmi,nie?Kiedyś była wojna o Troję,teraz wojna o Alli.Może on i Louis sami się zabiją?To też by było ciekawe,chętnie bym to zobaczył.Samą Alli zajmę się na końcu.Niech spędzi trochę czasu sama,nie mając przy sobie dosłownie nikogo.Myślisz,że się załamie?Hmm to byłoby niezłe.Wiesz ona udaje "tą twardą",zobaczymy jaka będzie gdy wszystko straci.No,chyba że się wcześniej zagłodzi na śmierć co w sumie też by mi pasowało.Mniej roboty.A potem ładnie reszta zespołu.To teraz tak kochanie,ja zejdę na chwilę na dół,sprawdzić co u reszty.Przywiążę się na wszelki wypadek,chociaż i tak wątpię czy dałabyś radę wstać a tym bardziej chodzić.Sprawdzę co tam u nich i zaraz do ciebie wracam,dobrze?


Wzrok Liam'a przyzwyczaił się już do ciemności panującej w małym pomieszczeniu,prawdopodobnie piwnicy.Nagle usłyszał kilka przekleństw po drugiej stronie drzwi.Głos tak dobrze mu znany.
-Harry?!-krzyknął podchodząc do drzwi.
-Liam?Liam gdzie jesteś?!
-Zamknięty,drugie drzwi na lewo!
Minęła chwila,a Styles uderzał już w drzwi znalezioną na korytarzu gaśnicą.Stare,niesolidne,drewniane drzwi po kilku mocniejszych ciosach w końcu ustąpiły.
-Wybacz stary,ktoś mnie zamknął i...-zaczął Liam,szczęśliwy wychodząc z paskudnego pomieszczenia,ale Styles mu przerwał.
-Ten kto zabił Nadine tutaj jest.Złapał też Niall'a i najprawdopodobniej Malika.Co gorsze Rebeki,Alli i Lou też nie widziałem.Musimy ich znaleźć.Rozdzielmy się,okay?Tak będzie szybciej.
-Nie lepiej działać w grupie?-spytał Payne,zastanawiając się gorączkowo co dalej.
-Pewnie bezpieczniej,ale wolniej.Czas się liczy Li.Gdzieś tutaj jest zamknięty Niall.Debil nie potrafi opisać gdzie dokładnie.
-Zajmę się tym,ty poszukaj Zayn'a. Uważaj na siebie Hazz.
-Ty też.To psychol.


Każdy,nawet najmniejszy ruch blondynki,sprawiał jej ogromny trud i nieopisany ból.Czuła każdy mięsień,każdą część ciała.Wszystko tak strasznie bolało.Krew dalej leciała z ran,które zadał jej chłopak.Na szczęście już nie tak szybko,ale leciała.Była przerażona,ale nie chciała umierać.Może i dałaby radę wstać lub doczołgać się do drzwi,które zostawił otwarte i jakoś zejść na dół lub przynajmniej się gdzieś skryć,ale związał jej ręce i nogi.Nie była w stanie się ruszyć.Nie miała siły już nawet dalej płakać.Gdy straciła już nadzieję na cokolwiek,usłyszała ten zachrypnięty,sprawiający,że się uśmiechała głos.Wyraźnie wołał "Zayn".
-Harry!-wychrypiała,a jej głos zabrzmiał gorzej niż przypuszczała.-Harry!Harry!
Zaczęła krzyczeć tak głośno jak tylko potrafiła.Usłyszał.


-Niall?!Niall!!
Głos Liam'a słyszał chyba każdy.Chłopak chodził tam i z powrotem,wołając przyjaciela.Walił w każde drzwi i nic.Miał już dosyć,gdy usłyszał ciche "umrę,umrę na pewno" zza dużych,brązowych drzwi.
-Horan?-spytał stając przed nimi.
-O mój kochany Jezu,Matko Boska i Wszyscy Świeci,Liam stara cholero nigdy nie sądziłem,że tak się uciesze słysząc twój głos!!!
Liam przewrócił tylko oczami i ignorując miłe określenie przyjaciela,zaczął szukać czegoś czym mógłby otworzyć drzwi.Rozglądając się zauważył wiszące na ścianie klucze.Wydawało mu się to zbyt łatwe....ale spróbował.Pasowały.Odetchnął z ulgą.Zamek ustąpił,drzwi się otworzyły.Blondyn wyskoczył i mocno przytulił przyjaciela.
-Chodź Niall trzeba znaleźć resztę.


Harry wbiegł szybko na ostatnie piętro.Zastanawiał się przez krótką chwilę czy aby na pewno słyszał głos Rebeki czy tylko mu się zdawało.Postanowił to sprawdzić.Drzwi były tylko jedne,otwarte.Lekko je pchnął i wszedł do środka.To co tam zobaczył przeraziło go.Zabolał go brzuch i zachciało mu się płakać.Nie tolerował bicia kobiet.
Blondynka leżała cała pobita i zakrwawiona.
-O mój Boże Rebekah co ci się stało?-spytał,czując jak traci panowanie nad swoim głosem.
-Jest w porządku tylko-zakaszlała-musisz mi pomóc zanim on wróci.
-Kto?Kto wróci?Kto ci to zrobił?
-Nie jestem pewna...
Do blondynki doszło,że chyba to rozszyfrowała,że chyba wie kto kryje się za maską mima.Tak mały szczegół,a tak bardzo ważny.Ale nie była pewna,dlatego nie chciała jeszcze z nikim dzielić się swoimi przypuszczeniami,które mogły okazać się błędne.
Krwi było dużo na ziemi,więc chcąc nie chcąc po chwili ręce Harr'ego były całe czerwone,gdy próbował odwiązać sznury.Klął cały czas,starając się nie patrzeć na twarz blondynki.Była tak pobita.Bolał go ten widok i mimo,że wiedział,że to głupie czuł,że zaraz zacznie płakać.
-Szybciej Harry-ponagliła go blondynka.


Chłopak poprawił swoją maskę,gdy wchodził pod schody.Spotkała go niemiła niespodzianka,gdy usłyszał głos Harr'ego zza drzwi.Przeklął kilka razy,po cichu żeby go nie usłyszeli.Był zły,ale nie długo.Wpadł na genialny pomysł.Zamknął drzwi na klucz i udał się w poszukiwaniu benzyny.


-Kurwa-głośne przekleństwo wyszło z ust Loczka,gdy drzwi się zamknęły.Wstał i szybko do nich podbiegł.Złapał za klamkę.-Zamknięte-stwierdził.
Blondynka westchnęła.
-Przynajmniej teraz na spokojnie możesz mnie rozwiązać-starała się wymusić uśmiech,z marnym jednak skutkiem.
-Jak cię tutaj przyprowadził?-spytał chłopak,znów męcząc się z sznurami.
-Właściwie weszłam tutaj z własnej woli-zaśmiała się,gdy doszła do niej własna głupota.
-Co?
-Miał perukę.Zobaczyłam kręcone włosy  i pomyślałam,że to ty,więc za nim poszłam-wytłumaczyła.
Harry zamilkł.
-To moja wina-stwierdził po chwili,pokonując w końcu węzeł u nóg.
-Oszalałeś Harry.Sama sobie jestem winna.Mogłam się domyśleć,że to nie ty gdy nie odpowiedziałeś jak wołałam.
-Tak mi przykro.
-Jest okay.
Ze sznurami u rąk było łatwiej,i poradził sobie z nimi szybciej.Przyjrzał się jej dokładnie.Delikatnie dotknął,wciąż krwawiące udo.
-Jak się dowiem kto to,przysięgam że go zabiję-warknął.
Zdjął swoją marynarkę i rozerwał cienki materiał.Owinął nim nogę blondynki,zatrzymując krwawienie.


Znalazł benzynę.Rozlał ją na całym piętrze,trochę jeszcze na schodach.Potem z uśmiechem zapalił zapałkę i jak gdyby nigdy nic rzucił ją przed siebie.Wszystko podpaliło się w oka mgnieniu,a ogień tylko się rozprzestrzeniał.


Zayn nieco niezdarnie wdrapał się na blat kuchenny.a potem wyszedł przez okno.Wylądował w krzakach,dziurawiąc spodnie i marynarkę.
-Tanie cholerstwo-syknął.
Jak gdyby nigdy nic z uśmiechem mijał przechodzących akurat ludzi,wyciągają z włosów pojedyncze listki.Poprawił swoją muszkę i zdjął marynarkę,wyrzucając ją po drodze do śmieci.Miał tylko nadzieję,że dziura z tyłu jego spodni nie jest tak bardzo widoczna.Rozglądał się, szukając znajomych twarzy,kiedy dostrzegł Alli i Louis'a na ławce.Coś mu nie pasowało.Czemu jego dziewczyna całuje się z jego przyjacielem?


Harry oparł się o przyjemnie chłodną ścianę,siadając obok Rebeki.
-Szukałem lekarzy...-zaczął,ale mu przerwała.
-Harry błagam,nie teraz.
-Wyleczą cię-upierał się przy swoim.
-Kiedy zrozumiesz,że mnie nie da się już wyleczyć?-spytała zadziwiająco spokojnie,lekko uśmiechnięta,chwytając jego dużą dłoń.
-Da się.
-Harry-ścisnęła lekko jego długie palce.Nie miała siły się z nim kłócić.
-Znajdę lekarza,który ci pomorze.Przysięgam.
-Nie składaj przysiąg,których nie będziesz w stanie dotrzymać.
Odwróciła się w jego stronę i musnęła blady policzek.
-Dzięki,że po mnie przyszedłeś.
Uśmiechnął się lekko,ale ten z pozoru szczery uśmiech był przepełniony smutkiem.Poprawił swoją muszkę,nagle zrobiło się strasznie ciepło.
-Czujesz to?-spytał.Coś śmierdziało,jakby dym,jakby coś się paliło.
Podniósł się szybko i podszedł do drzwi.Chwycił klamkę i odsunął bolącą rękę.Powiedzieć,że była ciepła to za mało.
-Chyba się pali-stwierdził,odwracając się do przerażonej blondynki.


-Ty gnoju!-Zayn kolejny raz uderzył bruneta.Chłopak zrobił kilka kroków do tyłu,zachwiał się,ale utrzymał równowagę.Z nosa ciekła mu krew.
-Zayn przestań do cholery-Alli chwyciła jego rękę,gdy szykował się do kolejnego ciosu.
Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć bądź zrobić,ludzie z wrzaskiem zaczęli uciekać na zewnątrz.Niall i Liam podbiegli do nich.
-Pali się!-krzyknął blondyn.-Błagam powiedzcie,że Rebekah i Harry są z wami.
Alli puściła Zayn'a.
-Zadzwoniłem już po straż pożarną-dodał blondyn.
Brunetka dalej milczała.
-A wy co do cholery robicie?-spytał Liam,patrząc z wyrzutem na Mulata i Tomlinson'a.
-Chcesz mi powiedzieć,że Rebekah jest tam w środku?!-krzyknęła Bennet gdy w końcu słowa Horan'a do niej doszły.
-Obawiam się,że...
-Musimy po nich iść!-powiedziała,chcąc wejść do budynku,ale ktoś złapał ją za rękę.Zayn.
-To samobójstwo wchodzić do płonącego budynku.
-Nie możemy ich tam zostawić!Louis powiedz coś!Harry to twój przyjaciel,tak?!-krzyczała dalej,patrząc z nadzieją na bruneta.
-Przykro mi Alli,ale nie wydaje mi się,że możemy cokolwiek zrobić.
-Straż pożarna zaraz tu będzie-wtrącił Niall.


-Umrzemy tak?-spytała Rebekah,zaczynając się powoli dusić.
-Nie,nie,nie.Oczywiście,że nie.Zaraz nas uratują.Pewnie strażacy zaraz będą,na pewno ktoś po nich zadzwonił-starał się zachowywać spokojnie,co niezbyt dobrze mu wychodziło.
-Czyli to koniec-blondynka z lekkim uśmiechem na twarzy i jakby ulgą,zamknęła oczy.
-O nie.Nie Rebekah,żaden koniec do cholery!Halo nie śpij,słuchaj mnie teraz-powiedział,potrząsając nią lekko.Otworzyła oczy,ale była jakby nieobecna.-Jeszcze chwila,okay?Musisz jeszcze trochę wytrzymać.Nic nie mów,oszczędzaj czyste powietrze-mówił szybko,ale po chwili sam zaczął kaszleć.
-Ten dym nas zabije.
-Nie.Nic cię nie zabije okay?Nie teraz.Możesz wstać?-spytał i nie czekając na odpowiedź,chwycił ją w pasie i pomógł się podnieść.
-Chyba nie potrafię chodzić-stwierdziła.
-Jest w porządku.
Posadził ją na parapecie.Oboje kaszleli coraz bardziej i coraz częściej.Harry myślał gorączkowo.Wziął blondynkę na ręce i delikatnie położy na podłodze,po czym zabrał krzesło i uderzył nim kilka razy w szybę.Szkło rozsypało się na miliony malutkich kawałeczków.Szybko zrzucił je z parapetu i znów posadził na nim Rebekę.
-Mam skoczyć?-spytała z lekką drwiną.Zaśmiał się.
-Próbuję cię ocalić a nie zabić.
Dusił się jeszcze bardziej.


Przyjechała straż pożarna.Działali w błyskawicznym tempie.Zauważyli wybitą szybę.Rozłożyli coś w stylu materacy,amortyzujących upadek.Kazali skakać.
Rebekah pierwsza.
Czekali,ale...
Harry nie skoczył.







No heeej aniołki! :D A więc (o ile ktoś tutaj jeszcze zagląda) na początku bardzo was przepraszam,że musieliście tyle czekać!Ponad dwa miesiące,wow...sama miałam chwilę zawahania i chciałam zakończyć bloga.Źle mi się pisało i pomysły do dupy...Ale potem kilka osób się upomniało o rozdział i stwierdziłam,że trzeba spiąć poślady i coś napisać :D No więc wracam z rozdziałem,który jest ciągiem dalszym poprzedniego i już znowu tradycyjnie mieszam w życiu naszych bohaterów ^^ Nie potrafiłam się odnaleźć w tym ff po tej tak długiej przerwie,ale gdzieś w połowie znów pisało mi się łatwo i przyjemnie więc chyba mogę powiedzieć,że w miarę jestem zadowolona z tego rozdziału :) Tak,nawet mi się podoba :D Nie zabijajcie mnie za to co spotkało naszych bohaterów.Wszystko się wyjaśni w przyszłych rozdziałach,które mam zamiar dodać w miarę szybko.Jeszcze raz ogromnie przepraszam,że tyle musiałyście czekać :(( Co teraz z Zayn'em,Lou i Alli?A co z Rebeką?Albo ważniejsze pytanie...CO Z HARRY'M?! I kim do cholery jest ten mim?!Wiecie już? ^^ Podzielcie się waszymi przypuszczeniami w komentarzach ;* 
Dziękuję wam za wszystko aniołki,za to że nie zapomniałyście o DL i dalej ze mną jesteście :')
Kocham was i do następnego ;**

20 komentarzy:

  1. Wybaczam, bo rozdział świetny :D tyle się dzieje ;) czyli Zayn już wszystko pamięta? ciekawe co teraz zrobi Alli? jestem ciekawa czy Rebeka już wie kto to i czy jej przypuszczenia są słuszne, a co do Harrego, mam nadzieję, że go nie uśmierciłaś i jakoś się wykaraska z tego :) no nic, czekam już na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie! Nie! To nie możliwe! Harry nie może umrzeć! On musi żyć! Jezu.. Siedzę i ryczę.. :( Rozdział świetny ale błagam.. NIE UŚMIERCAJ HARREGO! Przecież ja umrę razem z nim :'(
    Czekam na nexta. Pozdrawiam cieplutko.. I błagam. Nie rób mi tego :(
    @Malikoowaxd

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, Jess...

    To.

    Jest.

    Cudowne.

    Zacznę może tak. Nic, ale to absolutnie nic nie było ważnejsze niż przeczytanie tego rozdziału. Właśnie teraz powinnam uczyć się na sprawdzian z fizyki z materiału od początku roku i mam go jutro. Ale nie. DL jest ważniejsze, dlatego właśnie piszę teraz ten komentarz :D
    Ale jednego mam dość. Czekam na to od rozbicia okna w domu Nadine przed wyjazdem dziewczyn na wakacje. Pojawia się to jedno zdanie: "Do blondynki doszło,że chyba to rozszyfrowała,że chyba wie kto kryje się za maską mima." i automatycznie moje serce przyspiesza o 100% w oczekiwaniu na ujawnienie sprawcy. I co? I nic. No właśnie, NIC! Dlaczego jeszcze nie teraz?? :D
    "Kolejne minuty spędził na przeszukiwaniu szuflad i półek kuchennych,w celu znalezienia zapalniczki,a kolejne na przeklinaniu,gdy nie udało mi się znaleźć tego czego szukał." - a ja takie "WTF?! Przecież jest w kuchni, jest na świecie jeszcze coś takiego jak kuchenka". A potem się okazało, że potem też na to wpadł :D
    Ale ta sytuacja po tym jak wyszedł... Przypomniał sobie. Akurat teraz?! Nie dość, że "mało" im problemów na głowie, to jeszcze do tego muszą dorzucić swoje trzy grosze w postaci bójki.
    A na koniec koniec, czyli zdanie, które mnie zamurowało: "Harry nie skoczył." Jakim cudem? Co tam się stało? Ktoś go uratuje, prawda? A może po prostu skoczy w następnym rozdziale? Oby :D
    No Słońce, gratuluję świetnego rozdziału, oby tal dalej ;)
    (Co ja gadam. Przecież i tak zawsze jest rewelacyjnie!)
    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany nie mam pojęcia kto jest mimem myślę że Harry przeżyje skoczy w następnym rozdziale lub zostanie tam i szybo zgaszą pożar i wyląduje w szpitalu i nwm co jeszcze
    Gabrysia ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg ! Kocham tego bloga jest świetny i oby tak dalej..
    Nie ma pojęcia kto to może być ale wiem na pewno, że Rebeka odkryje tą tajemnice a Harry musi skoczyć bo to opowiadanie nie będzie takie samo bez niego ;/ a i mam nadzieje że Clary także przeżyje ale tego dowiem się wkrótce ;) <3
    Julia <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja się cieszę, že dalej piszesz! :")

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie! Jak mogłam mi to kurwa zrobić?!
    Harry i Rebekha byli najwspanialszą "parą" o jakiej czytałam!
    Masz mi go uratować jasne?!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdzial tak dlugo na niego czekalam, codziennie wchodzilam i sprawdzalam czy cos napisalas nie moge sie doczekac nexta. Blagam nie zabijaj juz nikogo. Mam nadzieje ze niedlugo pojawi sie next
    Zycze weny

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie że to ojciec Rebeki XD
    Albo Nadine tylko, że ona chyba nie jest facetem xP
    A z poczucia humoru bardziej pasuje mi do Toma...
    (Tom jest super postacią, kocham Cię, że go wymyśliła a także jego tekst: -Dobrze powiem wszystko co wiem... a więc Nie wiem kto to.)
    Ale proszę Cië uratuje Harrego. Harry jest postacią, która naprawdę daje temu opowiadaniu urok! Jeśli go zabijesz to ja odejdą! (żart) Ale pisz dalej!!!!! Kiedy next?
    ~Ksiëżniczka

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. jestem na wycieczce szkolnej w austrii więc rozdział pojawi się dopiero w weekend ;**

      Usuń
  11. Okey...:(
    Miłej wycieczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trafiłam tu całkiem przypadkowo, ale na pewno zostanę na dłużej. Fabuła mnie urzekła, a styl pisania masz genialny. Wszystko jest takie.. lekkie. Widać, że lubisz pisać, a nie robisz tego na siłę. Już nie mogę się doczekać kolejnego. <3

    Zapraszam też do siebie:
    http://sinister-fanfic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Już jest weekend! T_T

    OdpowiedzUsuń
  14. WOOW!!! Świetny blog! Bardzo przyjemnie czyta mi się twoje ff :)
    Czekam na next =D

    OdpowiedzUsuń
  15. Czemu jeszcze nie ma?!

    OdpowiedzUsuń
  16. JEZUS MARIA JESS
    Nie
    NIE
    N I E
    BOZE
    Harry nie skoczył
    ZA TO JA KURWA SKOCZE JA PIEPRZE NIE
    JEZU
    Jess
    NIE
    NIE MOGE
    BIEDNA REB
    ALe
    O Jezu
    JEEEEEEEEEEEEEEEESS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Kurwa jego mać
    Zajebe tego psychola ok
    ZAJEBE
    Niall jest gupi
    jak na mój gust to Shon jest tym psycholem I NIECH KURWA WIE ZE JADE MY WPIERDOLIC JAK TYLKO JUZ WYPCHNE HAZZE Z TEGO OKNA JEBANEGO
    Ide płakać dalej
    jess kurwa
    DLACZEGO

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham jak piszesz <3
    Kiedy następny??

    OdpowiedzUsuń
  18. Heeeej! No więc na wstępie przepraszam, że piszę ten komentarz dopiero teraz, ale mówię szczerze właśnie dziś zajrzałam na Twojego bloga i zobaczyłam, że już dawno dodałaś kolejną część. No więc z racji tego, że jest to mój pierwszy komentarz na tym blogu muszę podsumować to co dotychczas przeczytałam. Słońce to opowiadanie jest geNIALLne!!! Te pomysły, te zagadki, ta cała układanka - coś wspaniałego. Choćbym nie wiem ile myślała to nigdy nie wymyśliłabym czegoś tak dobrego ani nawet podobnego do tego opowiadania... Czytając Twoje opowiadanie zastanawiam się czy ja w ogóle powinnam pisać swojego bloga, bo porównując go z tym opowiadaniem to moje nadaje się tylko do śmieci... No ale koniec o mnie. A teraz chwileczka na tą część. Nie wiem czy taki był Twój zamiar, ale prawie cały czas płakałam czytając... Twoje opisy są tak realistyczne i tak barwne, a przy tym wcale nie są nudne w przeciwieństwie do książek pana Sienkiewicza więc moim zdaniem przewyższasz swoim talentem tego jakże wybitnego polskiego pisarza... Oby tak dalej! Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg opowiadania! Dużo weny, wspaniałych pomysłów jak dotychczas! Pozdrawiam Cię gorąco!!! <3

    OdpowiedzUsuń